Home OgólnieZaledwie dwadzieścia lat później czyli „Diabeł ubiera się u Prady 2”

Zaledwie dwadzieścia lat później czyli „Diabeł ubiera się u Prady 2”

autor Zwierz

Nie jestem fanką filmu „Diabeł Ubiera się u Prady”. Nigdy do końca nie zrozumiałam, dlaczego miałabym polubić bohaterów ani dlaczego miałby mnie wciągnąć świat mody. Przez lata film stał się dla wielu osób kultowy – ale chyba głównie dlatego, że ostał się w zbiorowej pamięci raczej jako zbiór scen (głównie tych z Maryl Streep) a nie spójna filmowa narracja. Z całą pewnością – to wejście do świata glamour jakie oferowała pierwsza odsłona było czymś nowym i emocjonującym te dwadzieścia lat temu. Na tyle godnym zapamiętania, że nie trudno było przekonać widzów, by przyszli do kina na część drugą. Ale tam, gdzie można się było spodziewać kolejnej wycieczki do świata mody twórcy zastawili pułapkę. Bo „Diabeł Ubiera się u Prady 2” to nie tyle lekka komedia, co film, dość brutalnie przypominający, że więcej takich historii nie będzie.

 

Jeśli szukać motywu przewodniego całego filmu, to jest nim upadek prasy papierowej, zmniejszające się znaczenie dziennikarstwa i nieuchronne zastępowanie ludzkiej kreatywności przez AI. Andrea nasza główna bohatera powraca do słynnego modowego czasopisma, gdy to znajduje się w kryzysie. Dzięki swoim dziennikarskim zdolnościom ma przywrócić jego znaczenie i wiarygodność. Choć działania bohaterki oczywiście przynoszą jakiś sukces, to jest on tylko chwilowy i należy traktować go jako plasterek na ranę.

W istocie, przez większość filmu obserwujemy, jak miejsce pracy wszystkich bohaterów staje się po prostu kolejnym elementem wymiany pomiędzy kolejnymi milionerami. Nawet jeśli kupi je ktoś kto w danym momencie sprzyja dziennikarskiej niezależności to nie można się łudzić, że tak zostanie. To film, w którym nie ma happy endu, bo dla branży dziennikarskiej nikt happy endu nie przygotował. Ten element filmu wybrzmiewa szczególnie mocno, gdy przypomnimy sobie, że za tegoroczną Met Galę odpowiadać będzie żona Bezosa, dla której to modowe wydarzenie zostało wykupione. Niektórzy widzą duże podobieństwo pomiędzy tym wątkiem – znaczenia osobistych medialnych zakupów milionerów, a historią Bezosa. Ale nie trzeba tego sprowadzać do jednego przykładu. Dziś tak funkcjonują media i studia produkcyjne (bo przecież film wyprodukował Fox wykupiony przez Disneya, który to Disney niedawno zarządził wielkie zwolnienia, bo wchodzi AI).

 

20th Century Studios’ THE DEVIL WEARS PRADA 2. Photo by Macall Polay. © 2026 20th Century Studios. All Rights Reserved.

 

O ile w pierwszej części przekonywano nas, że moda jest ważna i to co pokazują magazyny modowe ma wpływ na to co nosimy na co dzień, to z części drugiej bije dość smutna konstatacja, że wszystko co było ciekawe i miało jakąś wartość, powoli traci swoją osobność i zaczyna się unifikować. Nie chodzi jedynie o magazyny modowe, nawet stare kamienice, wykupione przez nowych właścicieli zamieniają się w zbiór identycznych mieszkań dla bogaczy. W jednej ze scenie filmu, nieco rozkapryszony miliarder, tłumaczy Mirandzie, że już niedługo w jej magazynie ludzie nie będą za bardzo potrzebni – modelki, projekty i fotografów zastąpi AI. Cala scena rozgrywa się w Mediolanie pod freskiem „Ostatniej wieczerzy”. Jest to scena wyjęta jak z innego porządku, bo waląca nas prosto po twarzy konstatacją, że rzeczywiście – zdaniem miliarderów i tych którzy rządzą dziś światem to jest kierunek jak najbardziej słuszny. Po co komu „Ostatnia wieczerza” kiedy można ciąć koszty. Wszystko co tworzyło kiedyś wielkość świata dziś jest tylko ruinami i należy się dostosować do nowej rzeczywistości.

 

Przyznam szczerze, byłam zaskoczona, ile goryczy i sprzeciwu znalazłam w tym filmie. Choć wciąż wszystko rozgrywa się w eleganckich przestrzeniach, a w tle przewijają się celebryci i influencerzy, a bohaterka nosi ubrania warte więcej niż niejedna amerykańska pensja – to widać tu jakąś głęboką frustrację. Dwadzieścia lat wcześniej Miranda mówiła „Wszyscy tego chcą” o wystawnym życiu naczelnej magazynu modowego to była w tym prawda. Ale przez te dwie dekady wszystko się zmieniło. Tak wszyscy chcieli być w świetle reflektorów, ale ominęli prasę, nagrali Tik Toki, dostali torebkę od Diora na święta. To co miała Miranda i czego mogła pragnąć Andrea czy Emily, dziś już nie istnieje. Nawet ci którzy pracują w mediach tracą powoli poczucie, że to ma sens. Najnowsze buty Chanel zobaczę u influencerki, która zasłynęła w sieci tym, że mierzyła ubrania z Zary. Wszyscy czegoś chcą, ale nie Miranda i jej podobne decydują, kto znajdzie się na szczycie. A szafa pełna modnych ubrań, to dziś nie przywilej magazynów modowych tylko popularnych dziewczyn z sieci, którym Dior też wyśle kieckę.

 

20th Century Studios’ THE DEVIL WEARS PRADA 2. Photo by Macall Polay. © 2026 20th Century Studios. All Rights Reserved.

 

Przy czym ta gorycz, która sprawia, że film idealnie wpisuje się w pewne nastroje społeczne, nie czyni go filmem wybitnym. Na pewno dodaje mi ciekawą warstwę interpretacyjną i dobrze osadza bohaterów w rzeczywistości. Sam film jednak sprawia wrażenie, jakby powstał na bazie wielokrotnie przepisywanego scenariusza. Takiego, w którym pozostały jeszcze elementy jakichś poprzednich historii, ale nie w całości. Naprawdę nie wiem po co Andrea ma w tym filmie chłopaka, który jest tak zbędny, że nawet nie zatrudniono do tej roli jakiegoś szczególnie znanego aktora. Co więcej to chyba najmniej emocjonalny romans filmowy jaki widziałam od dawna. Kiedy pod koniec para wymienia pocałunek to widz przyjmuje to niemal z zaskoczeniem. Nie jestem też pewna czy Kenneth Branagh rzeczywiście zgodził się na rolę partnera Mirandy polegającą głównie na otwieraniu drzwi (serio policzyłam otwiera w tym filmie drzwi z cztery razy i tyle). Te pozostałości są rozsiane po całym filmie, co sugeruje, że było dużo pomysłów, które niekoniecznie zrealizowano.

 

Nie jest to też najbardziej spójny film w historii, wyraźnie rozpada się na dwie części. Do tego widać, że np. sekwencje mediolańskie służyły głównie pokazaniu obsady na tle ludzi ze świata mody, co jest zabawne, ale w żaden sposób nie posuwa akcji do przodu. W ogóle w tej części jest zdecydowanie mniej refleksji nad modą. Tak jak w 2006 roku trzeba było widzowi tłumaczyć, jak działa świat mody, tak dwadzieścia lat później wiemy o nim bez porównania więcej i zdecydowanie nie potrzebujemy tu przewodnika. Nic nie można nam już nowego pokazać – pozostaje jedynie granie w to, ile znanych twarzy odnajdziemy w tłumie. To jest paradoksalne, jak bardzo ta druga część koncentruje się na biznesie dziennikarskim, podczas gdy z pierwszej ludzie głównie zapamiętali modę i stylizację.

20th Century Studios’ THE DEVIL WEARS PRADA 2. Photo by Macall Polay. © 2026 20th Century Studios. All Rights Reserved.

 

Choć produkcja nie jest idealna i ma kilka słabszych elementów, to nie zawodzi aktorski tercet z pierwszej części. Meryl Streep jest doskonała jako Miranda, ma świetne komediowe wyczucie, ale też jej bohaterka rzeczywiście jest tu bardziej ludzka. W kilku scenach widzimy, jak dotknęły ją przemiany w świecie mediów. Niektóre z nich są zabawne, inne przypominają nam, ile ma lat. Jednocześnie jak zwykle pod koniec Streep pozwala sobie na nieco więcej emocji i wszyscy od razu jesteśmy w stanie Mirandzie wiele wybaczyć. Stanley Tucci, niby nic wielkiego w swojej roli nie robi, ale ilekroć jest na ekranie, to mamy wrażenie, że jego bohater wie coś o rzeczywistości czego my nigdy się nie dowiemy i czekamy aż zdradzi nam tą tajemnicę.

Emily Blunt, której Emily przeszła chyba największą przemianę, wykorzystuje to, że ma spory talent do takiego prostego, niemal slapstickowego humoru. Zaś Anne Hathaway, wypada dobrze w tych scenach, w których mamy uwierzyć, że jest zaangażowaną idealistką. Natomiast sceny, w których filtruje ze swoim australijskim chłopakiem (gra go Patrick Brammall, którego możecie kojarzy z serialu „Colin form the Accounts”) są tak przerysowane i nie prawdziwe, że aż dziwię się, że trafiły do filmu. Ech, szkoda, że nie sprowadzili z powrotem Simona Bakera (też Australijczyk!) bo moim zdaniem było dla takiej postaci miejsce w filmie.

 

Nie jest „Diabeł Ubiera się u Prady 2” filmem wybitnym, ale jest dowodem, że sequel może mieć coś do powiedzenia. Twórcy nie poszli w odtwarzanie tych samych scen, a hołdy dla jedynki umieścili raczej w tle (kilka oczywistych nawiązań łatwo wyłapać, kilka mignie nam na chwilę w tle). Tym co mnie naprawdę zaskoczyło to ta diagnoza, co się stało z tym światem, do którego nas zaprosili przez ostatnie dwadzieścia lat. Diagnoza surowa i pokazująca jak bardzo po tamtej fantazji niewiele zostało. Bohaterki, które dwie dekady temu zabijały się o pozycję w świecie wydawniczym, dziś właściwie łapią się go raczej z przyzwyczajenia niż z poczucia, że jest tu przyszłość. Dwie dekady przemian rynku mediów sprawiło, że nie tylko zmniejszył się budżet na sesje zdjęciowe, ale cały zawód, przestał mieć przyszłość. „Stabilna praca to było miłe”, mówi jeden z dziennikarskich kolegów Andrei, pokazując gdzie dziś są ambicje dziennikarzy. Wszystko o czym opowiadał pierwszy film dziś powoli staje się wspomnieniem, nawet jeśli wszyscy uczestnicy tamtych zdarzeń wciąż są na miejscu. Wpływ jest już gdzie indziej. Diabeł nawet jeśli ubiera się jeszcze u Prady, to już nie rezyduje w wieżowcach ze szkła i stali i nie wydaje ekskluzywnych magazynów o modzie. Diabeł mieszka w uboxingu PRowej paczki wysłanej do influencerów. Diabeł wie, że najlepszą klikalność ma rolka poniżej dziesięciu sekund. Diabeł z uśmiechem tłumaczy na spotkaniu dla dziennikarzy, że przyrosty jego wyszukiwarki internetowej były w ostatnim roku rekordowe, bo ludzie czytają podsumowania AI zamiast kliknąć na  artykuły dziennikarskie na bazie, których powstały. Diabeł się uśmiecha. Bo wygrywa.

Powiązane wpisy