Home OgólnieNie poznał ukochanej bo zmieniła rękawiczki czyli Bridgertonowie sezon 4

Nie poznał ukochanej bo zmieniła rękawiczki czyli Bridgertonowie sezon 4

autor Zwierz

W czwartym sezonie „Bridgertonowie” przypominają sobie, że arystokratyczna fantazja nie może istnieć bez służby. To odkrycie, pozwala na nowe przestrzenie do rozgrywania romansów, sporów i pragnień. A jednocześnie otwiera ten fantastyczny światek na niekiedy zbyt realistyczne wspomnienie tego, jak realnie układały się relacje między państwem a służbą. Zwłaszcza gdy w grę wchodziły przyśpieszone oddechy i uniesione spódnice. I tak czwarty sezon bardziej niż jakikolwiek wcześniej prowokuje do pytania o granice eskapistycznej fantazji.

 

Kto pogubił się w odliczaniu, które to z rodzeństwa Bridgertonów ma się zakochać spieszę donieść, że tym razem padło na Benedicta, drugiego syna, którego romantyczne przygody scenarzyści odłożyli na później. Trudno się dziwić, Benedict, czarna owca rodziny, artysta, kobieciarz, człowiek nie dyskryminujący w swoich romantycznych i łóżkowych wyborach potrzebował trochę czasu, żeby uleżeć się jako bohater. Zresztą sami scenarzyści chyba nie byli przez pewien czas do końca pewni jakim chcą go pokazać widzom. Czy ma być egoistycznym rozpustnikiem, wrażliwym artystą czy człowiekiem, który bez względu na swoją klasę, urodę i powodzenie czuje, że nie przystaje do środowiska. Ostatecznie udało się jako tako uklepać z tych wątków Benedicta całkiem sympatycznego, w czym pomaga fakt, że grający go Luke Thompson ma takie uczciwe oblicze, które rozświetlone szerokim uśmiechem budzi sympatię.

 

Bridgerton. Luke Thompson as Benedict Bridgerton in episode 402 of Bridgerton. Cr. Liam Daniel/Netflix © 2025

 

 

Jeśli ostatnie trzy sezony coś udowodniły, to fakt, że na widzów najlepiej działa wątek pożądania wymieszanego z tęsknotą. Owe długie spojrzenia rzucane sobie przez cały pokój, stawanie zdecydowanie zbyt blisko siebie tylko po to by wyjść z pokoju na chwilę przed oczywistym pocałunkiem, czy budowanie napięcia nawet w najprostszych czynnościach. Sezon drugi, gdzie zakochiwał się Anthony doprowadził ten schemat do perfekcji i niektórym właśnie tego najbardziej brakowało w sezonie trzecim. Kto lubi ten wątek ten opowieścią o Benedykcie i Sophie się nie zawiedzie. Spotykają się na balu maskowym, on oczywiście nie zdaje sobie sprawy, że flirtuje ze służącą, która pragnęła na jeden wieczór zaznać życia, które mogła obserwować tylko z oddali (zwłaszcza, że jest córką gentlemana). Benedict oczywiście spotka Sophie jeszcze raz – już jako służącą, ale jej nie rozpozna, bo nie ma na sobie rękawiczki. Ostatecznie pomiędzy dwójką zacznie się rodzić uczucie, napięcie i pożądanie, które może się realizować tylko wtedy, kiedy nasza dwójka nie jest w społecznej ramie. Nie da się bowiem ukryć, że ze wszystkich problematycznych romansów rodzeństwa Bridgerton to ze służącą wydaje się najbardziej niemożliwe do zrealizowania.

 

Teoretycznie tym scenom pożądania i niespełnienia nic nie brakuje, poza tym, że po trzech sezonach „Bridgertonowie” mogą już właściwie tylko cytować samych siebie w najróżniejszych układach. Anthony wyłaniał się na pomost w koszuli, Benedict będzie się kąpał nago, a gdy wyłoni się z jeziora to oczywiście spodnie założy tak by nie zakrywały bioderka (cóż za ciekawe czasy nastały, że seks wszędzie a kusi się widownię męskim biodrem). Anthony i Kate przekonywali się wzajemnie, że nie mogą być razem do momentu, w którym nic nie było w stanie ich powstrzymać – także tu bohaterowie co chwila znajdują się we dwoje z dala od wścibskich oczu, byleby tylko zadeklarować, że mają siebie jednocześnie dość i nie mogą żyć bez siebie. Nawet sceny seksu nawiązują tu do innych – bo najwyraźniej bracia Bridgerton pobierali te same nauki jak sprawić kobiecie przyjemność.  Serial wie, czego widzowie chcą i po rozegraniu kilku wariacji tego samego motywu teraz mamy już gotową instrukcję składania.  Kogo rozpali tego rozpali, kogo nic to nie obchodzi – ten może zawsze poczekać na kolejny sezon. Ja przyznam od razu, że emocjonalnie nie jestem szczególnie przywiązana do tej dwójki bohaterów. Nie grają źle ale nic nie poradzę, że nie znajduje ich ciekawymi. Być może dlatego, że Luke Thompson reprezentuje dokładnie ten rodzaj męskiej urody, który nic mi nie robi.

 

Jak mówiłam – ten sezon każe się trochę zastanawiać nad granicami fantazji. Póki historia rozgrywała się wśród wysoko urodzinach, właściwie można było powiedzieć, że wszystko rozgrywa się tu uczciwie. Historia stanów najwyższych spisana jest tak, że można się nią bawić bez większej szkody. Gdy pojawia się służba – wtedy serial nie jest w stanie trzymać już nas w tej bańce eskapizmu. Pokazanie relacji służby i państwa, jest oczywiście oparte na wzajemnej sympatii i familiarności. Dobra rodzina Bridgertonów traktuje swoją służbę jak rodzinę, i jest za to wynagrodzona lojalnością i sympatią. Benedict oczywiście zachowuje się szlachetnie ratując Sophie przed niechcianymi awansami dobrze urodzonego członka towarzystwa i sam deklaruje, że zachowa się jak gentelman. Nawet kiedy rządzi nim pożądanie wysłuchuje pouczenia, że romansowanie z służącą zaszkodzi jej bardziej niż jemu.

Bridgerton. (L to R) Luke Thompson as Benedict Bridgerton, Yerin Ha as Sophie Baek in episode 403 of Bridgerton. Cr. Liam Daniel/Netflix © 2025

 

Oglądanie tej wizji szlachetnej służby u dobrych państwa, doskonale przypomina, że wciąż narracja o służbie domowej jest w kulturze popularnej koszmarnie zakłamana. Nawet w serialach, które skupiają się na życiu służby – jak „Downton Abbey” mamy głównie perspektywę państwa. Nie jest jej też w stanie uniknąć świat „Bridgertonów”. Wyobrażenia o emocjonalnej bliskości służących i panów, wizja młodej pokojówki, która w domu Bridgertonów ma co prawda pokój w innym skrzydle, ale samodzielny, duży i ogrzewany – pokazuje granice fantazji. Nie możemy się dobrze bawić w zestawieniu z rzeczywistością tego czym były relacje państwa i służby. Ten schemat tak nie przystaje do naszej codzienności, że jakikolwiek element realizmu zabijałby rozrywkę. Jednocześnie – jednak w imię własnej eskapistycznej przyjemności, przyjmujemy narracje, która utwierdza wizję tych relacji, którą chciałaby nam wmówić klasy wyższe.

 

Wszystko było dobrze, wszyscy się lubili, Bridgertonowie nigdy by nie traktowali źle służących. Gdyby historia służby, jej perspektywa była lepiej znana – byłoby to równie lekkie jak te wszystkie panny na balach jakie dotychczas oglądaliśmy. Ale kiedy zaczynamy się bawić tymi elementami historii, które wciąż są niedopowiedziane, zaczyna się robić nieprzyjemnie. Cały czas miałam poczucie, że bawimy się kosztem wszystkich tych regularnie obłapianych służących mieszkających w ciasnych klitach i szczerze nienawidzących swoich państwa. Paradoksalnie to większe przekłamanie niż zróżnicowana etnicznie obsada. W przypadku różnorodności obsady – wiemy, że znajdujemy się w przestrzeni bajkowych wyobrażeń. W przypadku stosunków państwa i służby owa narracja jest tak często powtarzana, że nawet nie wyczuwamy jak daleka jest od realiów.

 

Bridgerton. (L to R) Luke Thompson as Benedict Bridgerton, Yerin Ha as Sophie Baek in episode 403 of Bridgerton. Cr. Liam Daniel/Netflix © 2025

 

Jednocześnie serial powraca w tej pierwszej połowie czwartego sezonu, do wątków, które nigdy nie należały do moich ulubionych. Jedna z sióstr, już po ślubie, odkrywa, że jednak osiągnięcie seksualnej satysfakcji z mężem nie przychodzi jej łatwo. Serial rozgrywa ponownie cały wątek kobiecej nieświadomości, gdy chodzi o seks. To ten element, za którym nie przepadam. Serial nie tylko jest pod tym względem niekonsekwentny (gdy potrzebuje by młode kobiety były w pełni świadome co i jak wykorzystuje to bez zastanowienia) ale też jest w tym ta trochę jednak chora koncentracja nad tej kobiecej niewinności, która rozegrana jest trochę dla śmiechu, trochę by podkręcić cały ten wątek napalonych facetów i nieświadomych dziewic. Problemem jest też to, że serial zapowiada nam już, że nasza bohaterka satysfakcji nie osiąga, bo nie mąż budzi jej największe pożądanie. Co znów prowadzi do wizji, że w sumie, gdyby to był TEN seks układałby się idealnie a sufity by wirowały. Jednocześnie – to jest dokładnie ten moment, w którym zastanawiam się czyje fantazje pragnie spełniać serial. Choć wątek prowadzi do rozmów o kobiecym orgazmie, jest w nim coś wujaszkowo konserwatywnego.

 

Nie znaczy to, że te pierwsze odcinki zupełnie mi się nie podobały. Lubię wątek matki całej gromadki Bridgertonów, która dostaje szanse by jeszcze trochę zaznać życia zanim osunie się w funkcję statecznej matrony. Jest tu dokładnie to czego od takiej fantazji chcę – czyli trochę wstydu, trochę pragnienia, trochę czystej radości spełnienia. Choć bawi mnie, że Bridgertonowie doszli do momentu, kiedy bohaterki nie zdejmują do seksu gorsetów. Proszę państwa, jak się ma czas i miejsce, to zdejmowanie gorsetu jest w top pięć rzeczy jakie robimy przed pójściem z kimś do łóżka. Podobają mi się też rozgrywane na marginesie wątki królowej – znudzonej, czującej, że jej pozycja jest zagrożona i niemogącej pogodzić się ze zmianą. Ze sporą sympatią przyglądałam się też postaciom służby – bo choć mają niewiele scen, to wypadają ciekawiej niż niejedna postać z arystokratycznego rodzeństwa.

 

Wiem, że w przypadku Bridgertonów jednym z elementów, który budzi największe emocje są stroje. Trzeba powiedzieć, że trzeci sezon dość jasno ustanowił tu ostateczną estetykę serialu, która z czymkolwiek historycznym nie ma za wiele wspólnego. Tym jednak co bardziej mnie intryguje jest fakt, jak wiele z kostiumów i przestrzeni wypada w tym sezonie blado, żeby nie powiedzieć – zaskakująco brzydko. Chyba najbardziej pod tym względem zaskoczył mnie pierwszy odcinek. Bal maskowy, okazał się estetycznie wyjątkowo mało satysfakcjonujący, żeby nie powiedzieć tani. Zwłaszcza sama przestrzeń balowa przypominała nieco salę gimnastyczną przystrojoną na studniówkę. Nie jestem też pewna co się stało, ale w tym sezonie włosy niemal wszystkich bohaterów, a zwłaszcza bohaterek wyglądają źle. Co ważne, nie chodzi mi o historyczną poprawność ale wybory estetyczne, które w tym sezonie wydają się jakoś od sasa do lasa. nie przeszkadza mi bajkowość dopóki jest spójna i ciekawa. A tu jakoś powiało tanim kostiumem.

 

Bridgerton. (L to R) Michelle Mao as Rosamund Li, Katie Leung as Lady Araminta Gun, Isabella Wei as Posy Li in episode 401 of Bridgerton. Cr. Liam Daniel/Netflix © 2025

 

Rozbicie sezonu na dwie połowy oznacza, że prosta część jest już za nami, przed nami miesiąc czekania a potem odcinki pełne komplikacji. Jak wyjdzie? Sezon trzeci się na tej zmianie tonu trochę potknął, sezon czwarty wydaje się nieco lepiej rozplanowany pod tym względem. Zwłaszcza, że zostawia nas z lekki clifhangerem, bo nie wiemy jeszcze czy Sophie zdecyduje się przyjąć bardzo „dżentelmeńską” propozycję Benedicta. Jest duża szansa, że druga część sezonu okaże się w tym przypadku ciekawsza od pierwszej. Zwłaszcza, jeśli będziemy nieco mniej grać motywem Kopciuszka, a bardziej niemożliwej relacji.   Ja zaś pozostanę przy mojej refleksji, że Jonathan Bailey zepsuł Bridgertonów, bo pożądał na ekranie tak bardzo, że wszyscy wypadają teraz jakoś blado.

Powiązane wpisy