Hej
Zwierz musi przyznać że podchodził do Glee z wielkim niepokojem – pierwsze sygnały były bardzo dziwne – otóż twórca niemoralnego i zepsutego Nip/Tucka miał porzucić swoją ociekającą niegodziwością i seksem produkcję by przenieść się do FOXa i tam zrobić musialowy serial o nastolatkach z liceum w Ohio. Jak sami rozumiecie można poczuć się lekko zdezorientowanym. Pierwszy odcinek Glee pokazał się jeszcze przed jesiennym sezonem – z całą pewnością zwrócił na siebie uwagę ale pozostawił też pytanie – czy da się zrobić serial o nieudacznikach którzy potrafią śpiewać a na dodatek reprezentują pełen przekrój warstw społecznych, mniejszości seksualnych i rasowych? Zwłaszcza że od samego początku jasne było że bohaterowie serialu skazani są w nim na sukces. Przed wczoraj dobiegła końca pierwsza serial Glee ( albo pierwsza połowa pierwszej serii). Trzeba powiedzieć że autorzy dobrze sobie radzą z wątkami. Widać tu podobny system jak w Nip/Tuck gdzie nie rozwlekano wątków i zazwyczaj ucinano je po dwóch trzech odcinkach. Tu jest podobnie co zapewne cieszy tych fanów ( w tym zwierza) którzy nie lubią przeciągania się wątków których rozwiązanie poznałoby się chętnie jak najwcześniej. Jednak wszystkie sceny obyczajowe w filmie są tylko punktem wyjścia by bohaterowie mogli trochę pośpiewać. Plusem serialu jest to że śpiewanie jest wpisane w akcję filmu – numery muzyczne mniej wtedy drażnią nawet jeśli 99% z nich to przepisane na chór musicalowy popularne przeboje popowe. Tym co chyba jest w serialu najciekawsze to jednak sympatia z jaką traktuje się młodzież i brak tej sympatii w odniesieniu do dorosłych. Młodzi ludzie nawet jeśli mają problemy w końcu rozwiązują je w lepszy lub gorszy sposób – dorośli natomiast cały czas zachowują się albo po prostu głupio i wrednie albo nie mówią o tym co czują krążąc wokół siebie. Glee ma specyficzną stylistykę – dużo tu jasnych kolorów i dość komiksowych kadrów co sprawia że całą opowieść ogląda się właśnie tak jak musical – od razu wiemy że nie widzimy realnego świata. Pomimo olbrzymich zachwytów nad Glee muszę powiedzieć, że moim zwierzowym zdaniem to jeden z tych seriali który nie potrwa długo. Przede wszystkim fabuła ma bardzo określone ramy – bohaterowie po pierwsze skończą szkołę a po drugie – w końcu osiągną wszystko co taki klub może osiągnąć. Co będzie później? Czy widzowie równie chętnie będą oglądać zwycięzców co nieudaczników? I jak długo można się fascynować narastającymi problemami grupki śpiewających dzieciaków? Nie mówię że pomysł jest zły ale Prison Brake czy Herosi też mieli świetne pierwsze sezony a potem okazało się że pomysł nie starczył na więcej. Biorąc pod uwagę to co dzieje się z Nip/ Tuckiem ( a nie dzieje się nic dobrego) można wnioskować że producenci mają ten sam problem co bardzo wielu innych ludzi z branży filmowej – mają świetny pomysł ale za długo go sprzedają. Choć podejrzewam że FOX nie zdejmie Glee po trzech sezonach jak było by to logiczne. taki już jest ten świat.
