598
Hej
Jako że jestem istotą kulturalną to niekiedy daję się wyciągnąć do teatru. Piszę wyciągnąć bo jeśli mi się sztukę zaproponuje to pójdę z ochotą niestety sama kasy teatrów omijam szerokim łukiem bo zbyt często zostawia się tam pieniądze w sumie która dałaby się przełożyć na lepsze wydatki. Nie mniej dziś szłam nie zaniepokojona ceną biletu wszak szłam oglądać przedstawienie w Teatrze Narodowym i to nie byle jakiej sztuki tylko mojego ukochanego ,, Wiele hałasu o nic” Szekspira. Komedia ta śmieszy mnie od zawsze bo jest to dokładnie odpowiedź na pytanie co było by gdyby mistrz z Wysp pisał komedie romantyczne. Moją ulubioną wersją jest ekranizacja Branagha, którą oglądam ilekroć najdzie mnie zły humor. Niestety gdzieś w połowie przedstawienia zrozumiałam że oto stałam się ofiarą pewnej propagandy. Propagandy twierdzącej że oto moja ulubiona filmowa wersja jest sztuką niższą zaś to co oglądam w teatrze na żywo jest sztuką wysoką. Problem jednak polega na tym że mój ulubiony film to ekranizacja nie tylko Szekspirowi w zamyśle wierna to jeszcze wyśmienicie zagrana i z błyskotliwym reżyserskim pomysłem zaś to co oglądałam na scenie było zagrane co najwyżej przeciętnie bez większego pomysłu ( scenografia składająca się wyłącznie z drzwi i okien była iście kryzysowa) zaś komedię Szekspira bezlitośnie pocięto wycinając z niej ostatnią scenę co sprawiało wrażenie że ktoś zapomniał dopisać zakończenia ( pewnie chodziło o to by spektakl nie był zbyt długi i nie znudził wycieczek szkolnych). Co więc było sztuką wyższą? Średnie przedstawienie za które Narodowy liczy sobie 50 złotych jednorazowo? Czy moje DVD zakupine za skromnych zlotych 29,90 które rozśmieszy mnie jeszcze nie jeden raz? I dlaczego w konwersacji moge pochwalić się że byłam na złej sztuce ale nie pochwalę się że odsiedziałam 4 godziny oglądając nieskróconą ekranizację Hamleta tegoż Branagha ( choć teatry zawsze Hamleta tną). Przyklady można mnożyć ale trzeba się pogodzić z jednym – ważne jest sztuka i zamysł, ważny jest aktor i gra nie wazny natomiast jest nośnik. Musimy się tego nauczyć bo to jedyna szansa byśmy mogli zachować to co w kulturze najważniejsze – jej żywotność
