Czuję katastrofę! czyli 13 sposobów jak rozpoznać zły film bez oglądania.

17/03/2014

Zabić ich wszystkich czyli dlaczego Zwierz nie gra w gry komputerowe

17/03/2014

Kiedy kobieta wchodzi do wanny czyli zwierz jednak okazał się feministką

17/03/2014
empty image
empty image

Hej

Zwierz nie chciał być TYM blogerem. Wiecie zawsze ilekroć jest jakaś afera w Internecie ten jedne bloger zamiast posłusznie czekać aż wszystko się rozmyje na facebooku i wszyscy zapomną pisze wpis. Zwierz pomyślał, że jednak nie do niego należy ta rola. A potem przyszło mu do głowy, że jednak jest inaczej. Sprawa Pyrkonowego spotu i reakcji, jaką wywołał jest sprawą jak najbardziej dotyczącą zwierza. Wszak idzie o trzy rzeczy, z jakimi zwierz jest związany – o fantastyczną imprezę, o kobiety w reklamie, i o to jak reaguje się, kiedy ktoś próbuje zapytać czy koniecznie trzeba do reklamy kobietę rozbierać. Biorąc to wszystko pod uwagę (oraz zapytawszy się mamy, bo jak zwierz nie jest czegoś pewny to pyta mamy i wszystkim to radzi) zwierz zdecydował napisać o tym, co sądzi. Przy czym może od razu zacznijmy od tego, że to nie jest do końca wpis o spocie reklamującym fakt, że uczestnicy konwentu dostaną do ręki kostki, (w których wcześniej zapewne w wielkich cierpieniach i niewygodach wykąpała się naga pani), ale o tym, jakie mechanizmy on uruchomił. Tak więc lwia część uwag zwierza dotyczy samej dyskusji niekoniecznie samego – nieudanego zdaniem zwierza spotu.

  Sam filmik denerwuje zwierza w sposób umiarkowany (choć trzeba powiedzieć, że muzyka i kadrowanie to zdecydowanie tak bliżej wstępu do filmów dla dorosłych) ale dyskusja wokół niego zmartwiła zwierza jak malo co.

Zacznijmy jednak od spotu. W Idy marcowe Pyrkon wypuścił spot, w którym widzimy panią wchodzącą do mieszkania zrzucającą dość sugestywnie ciuszki i wskakującą do wanny wypełnionej kostkami. Z nad tafli kostek wystaje noga i tułów pani. Istotnie żadna z nieprzyzwoitych czy nawet przyzwoitych, ale mało popularnych części ciała nad taflę kostek nie wystaje. A jednak spot budzi pewien niesmak. Dlaczego? Cóż nie trzeba być jakoś szczególnie inteligentnym by stwierdzić, że kąpiel w kostkach niewiele ma wspólnego z ich wykorzystaniem (zwierz ciągle myśli o bólu, jaki muszą zadawać wpijające się w ciało kostki). Do tego filmik ani muzyką ani montażem nie sugeruje, że mamy tu do czynienia z zabawą z konwencją (a jeśli miała to być zabawa to bardzo nieudana). Wręcz przeciwnie filmik dość bezwstydnie wpada w nurt reklamowania wszystkiego, co istnieje nagimi paniami – jak wiadomo w Polsce istnieje przekonanie, że bez nagiej modelki nie można zareklamować niczego od gładzi szpachlowej począwszy a na grzejnikach skończywszy. Przy czym nie ukrywajmy – sama nagość nie oznacza zawsze złego smaku, ale niemal zawsze oznacza brak inwencji. Zwłaszcza, jeśli reklamuje się coś takiego jak kostki do gry, których jak powszechnie wiadomo używa się raczej w pełnym ubraniu (a na Pyrkonie używa się ich często w bardzo sumiennie dobranym stroju prezentującym pełne spektrum pop kulturalnych pasji). Zwierz przypuszcza, że za takim a nie innym wyborem klipu nie stała zła wola organizatorów. Zwierz nie jest zwolennikiem teorii spiskowych, o tym jakoby wszędzie ganiali wściekli seksiści. Zwierz podejrzewa raczej, że ktoś nie pomyślał, a kto inny uznał, że to fajny pomysł, a jeszcze, kto inny się zgodził. Może na papierze wyglądało inaczej, może chciano odejść od klasycznej reklamy gdzie ktoś kośćmi gra. Zwierz jest z tych, co raczej wierzą, że nikt się specjalnie nie podkłada. Choć z drugiej strony – nieco przerazili zwierza organizatorzy, którzy zamiast oficjalnie przyznać, że popełnili błąd stwierdzili, że będą w kółko powtarzać, że to nie jest reklama Pyrkonu tylko kostek.  No dobra reklama jest kostek, zrobiła ją firma zewnętrzna ale powiedzieć „Sorry nie wyszło” (bez insynuowania, że nie wie się dlaczego) nie jest trudno.

Informacje oczywiste postanowiły skomentować filmik i wyszło im to bardzo dobrze.

Dlatego, też samą reklamę zwierz mógłby przeboleć, co najwyżej bijąc się otwartą dłonią w czoło, że nikt z organizatorów nie zakrzyknął – Król jest nagi. Na pewno nie odwołałby swojego uczestnictwa w Pyrkonie zwłaszcza, że to akurat impreza, za którą w dużym stopniu odpowiadają niezwiązani zupełnie ze sposobem reklamowania wydarzenia uczestnicy. Zwierz, więc nie czuje żadnej hipokryzji deklarując, że przyjedzie wystąpi i nawet na prośbę organizatorów poprowadzi jeden panel – w końcu jest przekonany, że to są sprawy zupełnie z tą nieszczęsną reklamą niezwiązane. Zresztą przybywając i rozmawiając na jednej z prelekcji o kobiecie w fantastyce zwierz może przyczynić się do łamania stereotypów – tak, więc sprzeczności (przynajmniej w głowie i sercu zwierza) nie ma. Bo i nie Pyrkonowa reklama zabolała zwierza, ale tocząca się pod nią dyskusja.

Resztę ilustracji do wpisu stanowić będą przedmioty jakie można zareklamować w sposób prezentowania obok nich mniej lub bardziej rozebranej kobiety (wszystkie ze Szczuciecycem pl.) 

Dyskusja trochę przeraziła zwierza. Widzicie zwierz żyje w takim fajnym zakątku Internetu gdzie pewne rzeczy są oczywiste. Jak na przykład to, że mimo stopniowej poprawy nadal kobiety w kulturze popularnej grają drugie skrzypce, że ciało kobiety i ciało mężczyzny funkcjonuje w całej naszej kulturze na zupełnie innych zasadach, że uprzedmiotowienie kobiet tak mocno wrosło w naszą kulturę, że czasem zupełnie tego nie zauważamy. Zwierz jakoś przyzwyczaił się, że może spokojnie w tej części Internetu prychać na koszmarnie głupie stereotypy i odpowie mu chór głosów równie zdenerwowanych, ewentualnie proponujących jeszcze inną, ale ciekawą perspektywę tego, co zwierz widzi wokół siebie. To miłe miejsce gdzie problemy płci i reprezentacji omawia się na wielu poziomach i wszyscy raczej rozumieją, że nie żyjemy w świecie gdzie jest idealnie. Przy czym to ważne – przestrzeń tą zasiedlają zarówno kobiety jak i mężczyźni, przy czym ci drudzy potrafią być bez porównania bardziej krytyczni od zwierza (i bardziej w swych poglądach skrajni). Innymi słowy rozmowy toczą się na zupełnie innym poziomie. Tym gorsze jest, kiedy człowiek wychynie z tego miłego zakątka sieci i musi stanąć oko w oko z przykrym faktem, że żył w świecie złudzeń.

W dyskusji rozmówcy podzielili się właściwie na trzy grupy. Pierwsza to liczna grupa uznająca filmik za fajny, zaś wszystkich, którzy się go „czepiają” za pozbawionych poczucia humoru, przewrażliwionych, nadmiernie stawiających na poprawność polityczną no i c najgorsze głupich i nastawionych feministycznie. Druga grupa składa się w połowie z osób, które twierdzą, że przecież żadnej nagości w filmiku nie ma, (jako iż nic nie widać), że wszystko jest ze smakiem i tylko może modelka mogłaby być nieco ładniejsza. W tej grupie jest też sporo uczestniczek, które wyrażają niepokój, że niby takie równouprawnienie a kobiecie nie wolno się pokazać nago i co to za pomysł by kobieta nie mogła eksponować w takim klipie własnej seksualności. Przy czym nie wiem jak wy ale jak np. zwierz idzie do wanny to rozbiera się dość mało sugestywnie i nie rzuca bielizny na chodniczek obok wanny tylko wrzuca do kosza na brudną bieliznę. I na pewno nie zaczyna rozbierać się w przedpokoju zaraz po przyjściu z pracy. Tak, więc zwierz, jako kobieta nie czuje, aby jakkolwiek prezentowało to jakiekolwiek rozsądne podejście do kąpieli i seksualności, (przy czym serio wciąż pozostaje pytanie, co to wszystko ma do kostek do gry). Trzecia grupa to pół na pół – osoby tak jak zwierz nieco zniesmaczone, ale bez wyciągania daleko idących konsekwencji i osoby święcie oburzone, odwołujące swój przyjazd na festiwal lub też zapowiadające, że tu urywają się wszelkie dobre skojarzenia z imprezą. Do tego oczywiście jest jeszcze obowiązkowa grupa (jak w każdej rozmowie) kpiarzy, która wszystkich uznaje za zbytnich wrażliwców i stwierdza, że reklama działa, bo się dyskutuje. A no i oczywiście są jeszcze ci, którzy pytają po ile kostki i czy pani z wanny być może będzie dołączona do pakietu ( to pokazuje, że jednak filmik dla części widzów sprowadza jednoznacznie kobietę do roli dodatku)

Im dłużej zwierz czytał dyskusję tym było mu smutniej. Ot na przykład argument, że nie ma się, czym oburzać, bo przecież biustu nie widać, co najwyżej ręka czy noga. Że trzeba być przewrażliwioną pozbawioną poczucia humoru feministką by poczuć pewien nietakt.  Zwierz, który zawsze był przekonany, że film jest medium gdzie sugestia wypełnia połowę obrazu (przypomnijcie sobie, kiedy ostatnim razem widzieliście by ktoś naciskał klamkę, kiedy przechodzi przez drzwi – to, że czegoś nie widać nie znaczy, ze się to w filmie nie dzieje) nie zawsze trzeba pokazać biust by tam był, podobnie jak nie zawsze nagość oznacza, że wszystko jest na wierzchu.  Jednak pomijając prosty fakt, tego, że część osób wychodzi z założenia, że kobietę można uprzedmiotawiać pod warunkiem, że nie pokaże się biustu to zwierza jednak zdumiało jak dobrze wciąż słowo feministka funkcjonuje, jako obelga. Co gorsza zwierz zwrócił uwagę, że wskazując na nietaktowność reklamy człowiek zostaje od razu wojującą feministką, (która to istota jest straszna i budząca grozę). Jakby to była najgorsza obraza – ten moment, kiedy coś ci się nie podoba i mówisz o tym głośno. Podobnie jak kwestia poczucia humoru. Zwierz ogólnie lubi się śmiać – nawet ze złych dowcipów, ale ma wrażenie, że o braku poczucia humoru nie świadczy domaganie się dostrzeżenia brak taktu w reklamie. Poczucie humoru to dla części dyskutantów doskonały sposób by móc właściwie powiedzieć wszystko, a potem oskarżać wszystkich w około, że nie zrozumieli. Albo, że biorą sprawy zbyt poważnie. Jakby istniała wielka księga spraw, które można brać poważnie, i nasze prywatne poczucie dyskomfortu się na niej nie znajdowało. Przy czym zwierza zupełnie rozbroił argument, że nie ma się, co czuć źle, bo przecież pani nikt nie obmacuje, nie gwałci ani nie rozbiera. No jasne, rzeczywiście to niesłychanie pocieszające. Podobnie jest z dystansem. Istnieje jakaś specyficzna definicja posiadania dystansu do siebie, która twierdzi, że przejawem dystansu jest fakt, że nic cię nigdy nie rusza. Wedle tej definicji fajna zdystansowana osoba, to taka, której można powiedzieć wszystko – nawet obraźliwego a ona nic. Przy czym każda dziewczyna czy facet, który zwraca uwagę, ze może mu się coś w takim spocie nie podobać nie ma dystansu.  Takich argumentów można przytaczać więcej, ale w sumie sprowadzają się one do jednego prostego stwierdzenia – domagający się by zwracać uwagę na wykorzystanie dość marnego stereotypu nie umieją się bawić i chcą nas wszystkich wcisnąć w ramy koszmarnej poprawności politycznej.  Wystarczy dorzucić do tego „a gdyby tam był facet nic byście nie powiedzieli” i poczuć się lepiej. Zwierza ten ostatni argument o tyle rozbawił, że poza zupełnie innym funkcjonowaniem męskiego ciała w kulturze sam zwierz pisał nie tak dawno o tym, że pokazywanie męskiej nagości zupełnie bez kontekstu też bywa niefajne (choć nie wszyscy się ze zwierzem zgodzili).

Gdzieś w tej rozmowie pada zdanie, że w ogóle narzekający na spot ludzie powinni przestać się czepiać, bo fantaści to jedna z najlepiej traktujących kobiety subkultur. Zwierz trochę usiadł z wrażenia. Po pierwsze dlatego, że zdanie to trochę sugeruje jakoby byli jacyś fantaści którzy mieliby jakoś traktować kobiety. Tymczasem zwierzowi jak okiem sięgnąć wydaje się, że owi fantaści to w znacznym stopniu kobiety. Co zresztą dokłada jakiś kamyczek do poczucia dyskomfortu zwierza – prezentowany klip zdaje się być robiony pod męską widownię a z tego co zwierz widzi plecaki na Pyrkon wszędzie pakują dziewczyny. Dziewczyny, które najprawdopodobniej chętnie zanurzyłby ręce po łokcie w kostkach (przyjemne uczucie) w sposób, który nikomu by nie zapalił w głowie czerwonej lampki. Ale nie o to chodzi. Chodzi o przekonanie, że oto nie należy czuć się urażonym, domagać się więcej, wyrażać swojej opinii, bo przecież gdzie indziej byłoby ci gorzej. Zwierz dawno nie poczuł tak bardzo, że jednak należy do płci, której w świecie gorzej niż w tym momencie. A zwierz czuje takie rzeczy bardzo rzadko, bo akurat ma to szczęście, że zewsząd otaczają go przykłady, że kobieta może wszystko. Najwyraźniej jednak w tym wszystkim dla niektórych nie mieści się prawo do dyskomfortu. Przy czym zwierza chyba najbardziej boli, że pojawia się w tych dyskusjach zdanie, że to wszystko taka walka o tą straszną koszmarną poprawność polityczną. Poprawność polityczna jest określeniem równie strasznym, co feministka. Mieści się w nim wszystko, co przeszkadza na dobrą zabawę w ramach nieszanowania kogoś, kto może się poczuć urażony.  Przy czym rzadko się mówi o poprawności politycznej, kiedy chce się wskazać dobre przykłady jej działania. Zawsze mówi się o niej, kiedy kruszymy kopie o rzeczy mało znaczące i błahe. Byleby nikomu nie przyszło do głowy, że w tym świadomym samoograniczeniu tego, z czego żartujemy, z jakich stereotypów korzystamy i kogo rozbieramy na ekranie może być coś dobrego.

Kilka lat temu na tym blogu mieliśmy szaloną dyskusję o tym czy zwierz jest feministką czy nie. Zwierz bronił się wówczas, że otacza go tyle osób, które zajmują się feminizmem naukowo – usypiając w objęciach kolejnych tomów myśli feministycznej kolejnych fal, że trudno mu się identyfikować z czymś, co jego zdaniem wymaga lat studiów i zaangażowania, któremu zwierzowi brakuje.  Ale wiecie, tylko krowa nie zmienia poglądów. Zwierz nigdy nie poczuł jak rośnie w nim gniew i frustracja tak bardzo jak wtedy, kiedy czytał tą rozmowę. Zwierz, który czuł, że przynajmniej w tym geekowskim środowisku wszyscy się rozumiemy i oceniamy się jak przystało po naszym stosunku do Star Treka a nie po płci poczuł się lekko wykluczony i przerażony. Okazało się jednak, że ma znaczenie, że zwierz jest dziewczynką. I jako że jest dziewczynką wolno mu jednak mniej, bo przecież powinien mieć poczucie humoru być zdystansowany i nie robić afery. Może nikt go nie odesłał do kuchni, ale kazał być cicho i nie psuć zabawy.  Zwierz, który nawet nie bierze za bardzo swojej płci pod uwagę, kiedy myśli o sobie (zwierz nigdy nie analizuje niczego myśląc, „jako kobieta” tylko myśląc, „jako zwierz”) poczuł się nagle bardzo ograniczony. I sfrustrowany. I dlatego pisze, że ma powyżej uszu ludzi mówiących mu, co ma go bawić, co ma go oburzać i że jak nie ma cycków to wszystko jest OK. Nie jest OK. Tak po prostu.

  No i powiedzcie czy coś tu na tych reklamach widać? Nie. Czy są bezsensownie wkurzające? Tak. Czy Pyrkon chce być jak reklama pieczarkarni i środka do ochrony buraka?

Zwierz jak już powiedział jedzie na Pyrkon. Bo sam spot go do tego nie zniechęcił. Ale powie szczerze zrobiło mu się na tydzień przed wyjazdem dość smutno. Że jednak to nie jest tak, że w tym geekowskim kręgu zaszły już zmiany, których wyczekuje się w całym społeczeństwie. Że może firmy sprzedające grzejniki przy trasach wylotowych z warszawy bilbordami z odpowiednio zakrytymi, nagimi paniami mają rację, decydując się na wykorzystanie takiego środka, bo najwyraźniej, trzeba być pozbawionym poczucia humoru by kogoś to nie zniechęciło. Zwierzowi zrobiło się przykro, bo miał wrażenie, że jednak łącznie bycia geekiem z byciem dziewczyną przestało już dawno być czymś dziwnym. Może rację mieli organizatorzy Pyrkonu umieszczając filmik w dniu Id Marcowych. Nic cię tak nie zaboli jak pchnięcie nożem ze strony ludzi, których uważało się za przyjaciół.

Ps: Och zwierz wie, że będzie straszny shitstorm ale wiecie, czasem się jednak powstrzymać nie można. Najwyżej zwierz wykorzysta moderację komentarzy i będzie jak Kominek.

Ps2: Zwierz chyba ponad tym protestować nie będzie, ale zastanawia się czy jedna nie oddać swojej kostki przy kasie. Taki mały gest, że zwierz nie ma dystansu. Czasami.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...