Październikowy trolling artystyczny czyli dwadzieścia ulubionych obrazów zwierza

25/10/2013

Inwestycje długoterminowe czyli Zwierz czyta Kominka i wie, że jest frajerem

25/10/2013

Reszta powinna być milczeniem czyli o problemach opóźnionej kontynuacji

25/10/2013
empty image
empty image

Hej

wczoraj przez Internet przetoczyła się fala komentarzy związanych z faktem, że wydaje się iż Sapkowski zafundował nam niespodziankę roku i napisał kolejną książkę o Wiedźminie, mimo, że zdawało się, iż nie ma w sprawie dzielnego Geralta z Rivii nic więcej do powiedzenia. Czytelnicy podzielili się mniej więcej równiutko na tych, którzy czekają z obawami, ale jednak książkę kupią i na tych, którzy pozbawieni są obaw za to prawie pewni, że książki nie kupią. Nawet zwierz, który ma do Sapkowskiego większą słabość niż wypada się przyznawać po ukończeniu gimnazjum jest całym tym pomysłem mocno zaniepokojony. To sprawiło, że zwierz zaczął się zastanawiać, jaka jest ta cienka granica między pragnieniem by autor napisał więcej, by film miał kontynuację a serial kolejne odcinki a obawą, przed tym, co można nam zaserwować. Wydaje się, że wciąż pokutuje opinia, że czytelnik, widz czy fan zawsze będzie zadowolony nowymi materiałami. Tymczasem zwierz ma wrażenie, ze wcale nie jest to zasada.

Zwierz od razu zaznacza – to nie jest wpis o tym, że nowa książka Sapkowskiego musi być beznadziejna, to raczej wpis o tym jakie uczucia budzą takie przesunięte w czasie kontynuacje. Nawet gdyby książka Sapkowskiego okazała się picem na wodę – wpis nadal pozostaje w mocy.

Przede wszystkim wydaje się, że fani wcale nie chcą by autorzy czy filmowcy dotykali zakończonych już historii. Informacja o tym, że ma pojawić się nie związany z Harrym Potterem serial dziejący się w świecie wykreowanym przez J K Rowling wzbudziła entuzjazm właśnie, dlatego, że autorka nie popełniła błędu wielu twórców. Zakończone historie są bliskie sercu widza i czytelnika i pomysł by dopowiadać coś jeszcze sprawia, że część czytelników czuje się oszukana. Mieli swoją zamkniętą historię, którą teraz ponownie się otwiera.  Dlatego większość wielbicielek Dziennika Bridget Jones wcale nie zareagowała entuzjazmem na wieść, ze pojawi się kolejny tom przygód angielki. Zakończenie, które dostali po drugim tomie zupełnie ich satysfakcjonowało i wszystko, co może opowiedzieć autorka, zburzy uporządkowaną historię. Co prawda Sapkowski zapowiedział, że książka nie będzie opowiadała dalszych losów, ale można się zastanowić, czy w historii tego akurat Wiedźmina jest jeszcze miejsce na to by wpleść tom opowiadań czy kolejny tom powieści. Gdyby Sapkowski stwierdził, że wyda tom opowiadań związanych z wykreowanym przez niego światem, ale bez postaci pojawiających się wcześniej w cyklu mógłby wzbudzić entuzjazm czytelników.

 

Informacja o tym, że serial o autorze powyższego magicznego opracowania ma niedługo powstać raczej wzbudziła pozytywne emocje. Dlaczego? Bo autorka uniknęła błędu jakim jest otwieranie zamkniętej historii Harrego Pottera

Dodatkowo chodzi też o pewne poczucie unikatowości. Zwierz prawdopodobnie cieszyłby się bardziej z zapowiedzianej kontynuacji Gwiezdnych Wojen gdyby nie myśl, że może się to skończyć źle dla ukochanej sagi zwierza. Przy czym oczywiście – tu przypadek jest o tyle inny, że właściwie od samego początku widzowie wiedzieli, że oglądają środek większego niezrealizowanego projektu. Nie chodzi o to, że zwierz jest przekonany, że filmy będą złe, ale chyba można ze 100% pewnością powiedzieć, że nie powtórzą fenomenu Gwiezdnych Wojen. Dobrym przykładem jest też czwarta odsłona Indiany Jonesa. Z jednej strony widzowie nawet chcieli zobaczyć, co dalej z najsłynniejszym archeologiem świata, ale z drugiej, to już nie było to samo i w sumie pozostawiło widzów w dziwnym poczuciu, że zobaczyli sobie czegoś, czego nie da się odkręcić.  Pod tym względem dobrym było posunięcie scenarzystów nowego Star Treka, którzy zasugerowali, że to co widzimy jest nie tyle kontynuacją co alternatywą rzeczywistością, dzięki czemu, wcześniejsza historia nie zostaje przekreślona czy nie ulega zaburzeniu.

Choć fani Gwiezdnych Wojen są przyzwyczajeni, że do historii wciąż coś się dopowiada to jednak wydaje się, że powrót bohaterów na ekran kin budzi więcej kontrowersji niż entuzjazmu (powyższy plakat jest fan made)

Wydaje się, że sporo zależy też od tego, co stoi za motywacją twórców kolejnych części, (przy czym nie tych, którzy serwują nam kolejną część rok później – bo mowa tu o kontynuacjach z opóźnieniem). Niekiedy mamy do czynienia z prostą chęcią zysku – wydaje się, że filmy z cyklu Sex and The City, które z serialem nie miały właściwie nic wspólnego – film, który powstał cztery lata później powstał jak się zdaje nie, dlatego, że w historii zostało coś do opowiedzenia, ale dlatego, że producenci pragnęli zysku. Z kolei patrząc na Polskie podwórko zdaje się, że czasem twórcy powracają do swoich najważniejszych dzieł trochę z braku pomysłu – wiadomo było, że zrealizowany po latach Ryś po prostu nie może być tak dobry jak Miś. Nie mniej twórcom zdawało się, że wystarczy wykorzystać postacie dobrze znane by opowiedzieć coś o współczesnej Polsce. Rzecz jasna im się nie udało. Trochę z braku pomysłu, trochę, dlatego, ze automatycznie skazali się przez to na porównania. Podobnie jak twórcy filmu o Hansie Klossie. Nie zależnie od tego jak dobry byłby to film nie sprostałby legendzie serialu – po prostu, dlatego, ze nie chodzi tu tylko o fabułę, ale o poczucie, że ogląda się coś wyjątkowego czy kultowego.

No właśnie – nawet jeśli zatrudni się do tych samych ról, tych samych aktorów to tak naprawdę mało która legenda powraca na ekran

No właśnie wydaje się, że w kulturze gdzie wszystkiego jest mnóstwo czasem wcale nie jesteśmy tacy źli, że mamy czegoś nieco mniej. Oczywiście, zwierz nie mówi tu o brutalnie kasowanych serialach czy tych ekstremalnych przypadkach, w których ma się trzy odcinki na jakiś czas. Ale chyba paradoksalnie lubimy rzeczy zamknięte, do których nie dopisuje się nam wciąż nowych rozdziałów. King wydal niedawno kontynuację Lśnienia. Dobra książka, ale gdzie jej tam do wspaniałego Lśnienia. Autor, który wraca do zakończonej powieści musi mieć naprawdę coś niesłychanie ważnego do powiedzenia by nie zepsuć tego, co już napisał. Bo jednak marne kontynuacje często zmieniają percepcję oryginału. Albo sam autor twierdzi, że było zupełnie inaczej niż pamiętamy, co jak wiadomo, każdego widza czy czytelnika zamienia w Misery. No i jest jeszcze kwestia tego, kto ciągnie historie dalej. Wydaje się, że nie ma możliwości by książkę napisaną przez jednego autora mógł z powodzeniem kontynuować inny – w przypadku filmów jest nieco inaczej, ale na przykład inni aktorzy w znanych już rolach rzadko się sprawdzają. Niemniej w przypadku powieści dostajemy takie cudeńka jest kolejne tomy historii o Kubusiu Puchatku (napisane po przekazaniu praw przez rodzinę, która wytypowała najlepszego ich zdaniem autora) czy nieszczęsne dwie kontynuacje Przeminęło z Wiatrem, z których obie budzą więcej niż mieszane uczucia. Bo nawet najbardziej zakochani w tekście czytelnicy, śniący po nocach, co by było gdyby udało się odpowiedzieć, co dalej działo się ze Scarlett nie chcą by po prostu ktoś napisał książkę. Chcą by Margaret Mitchell powstała z grobu i zaczęła pisać. Choć zwierzowi wydaje się, że nawet zombie autorki by odmówiło, skoro Mitchell odmawiała pisania kolejnego tomu wszystkim wydawcom, twierdząc, że jej powieść ma takie a nie inne zakończenie.

Nikt tak naprawdę nie chce kontynuacji Przeminęło z Wiatrem pisanej przez Donalda McCaiga. Kogo on w ogóle obchodzi? Nikogo – jeśli ludzie pragną kontynuacji to jednak pisanych przez tych samych autorów

Te wszystkie dywagacje zwierza biorą się z faktu, że tak naprawdę idealny widz czy czytelnik tak naprawdę chce czekać i marzyć o kontynuacji. Ale nie znaczy to, że zawsze chce to dostać. Oczywiście, zwierz doskonale zdaje sobie sprawę, że większość kontynuacji robi się dla pieniędzy, zysku czy z braku pomysłu, co dalej. Co nie zmienia faktu, że zwierz ma wrażenie, że w przypadku takich oddalonych w czasie kontynuacji więcej można stracić niż zyskać. Bo wielbiciel, który wie, że historia, o której zawsze miał ją za skończoną może jeszcze zostać poszerzona czy otwarta chcąc nie chcąc zmienia podejście do tego, co już ma. Niektórzy trochę się zniechęcają innym odbiera to całą radość oglądania czy czytania. Zwłaszcza, ze twórcy tego, co napisane czy nakręcone później mają olbrzymią słabość do zmieniania tego, co już znamy. Tak, więc paradoksalnie w tym świecie gdzie wszystko ma ciąg dalszy czasem najlepsze, co można zrobić to pogodzić się z tym, że niektóre historie po prostu mają swój koniec. A reszta naprawdę jest milczeniem.

Ps: Słuchajcie kto z was jest geekowski i rękodzielny (znaczy robi jakieś geekowskie wytwory rąk własnych które sprzedaje potem za złote polskie), zwierz ma fajny pomysł blogowo/promocyjny ale chciałabym was zebrać w jednym miejscu. Ktoś coś?

Ps2: Zwierz wybiera się w poniedziałek do Łodzi. Co prawda w sprawach takich, że z nikim raczej spotkać się nie może, ale bardzo chciałby się dowiedzieć czy znacie może w Łodzi jakąś dobrą knajpę.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...