Hej
Dziś zdębiałam. Zdębiałam czytając w Gazecie krótki opis najnowszego filmu von Triera. Otóż dwuletnie dziecko wypada przez okno na oczach kochającej się pary rodziców. matka widzi całe zdarzenie ale nie jest w stanie przerwać rozkoszy. Przeczytałam to kilka razy i nadal jestem zdumiona. Do tego doszło? Czy filmy naprawdę nie mają już o czym opowiadać? A przecież to nie pierwszy film w tym roku Cannes o którym nawet krytycy piszą że autor przesadził w byciu reżyserem wizjonerem. Najnowsze czarno- białe dzieło Coppoli też wzbudziło raczej śmiech niż trwogę. Dlaczego? Moim zdaniem winne jest samo Cannes. nie dajcie się zwieść urokom czerwonego dywanu na schodach i corocznemu pokazowi komercyjnego filmu na początek. Cannes to wciąż miejsce w którym reżyserzy snobują się na kogoś więcej zaś kino osiąga wyżyny poprzez dotknięcie dna. Niektórym to się podoba. Inni nie zwracają na to uwagi. Ja muszę stwierdzić że od Cannes wole Sundance. Wygrywają tam filmy tańsze mniej snobistyczne ale o ileż bardziej prawdziwe. tak jak zwycięsca tego roku film Precious od grubej głupiej murzyńskiej nastolatce w ciąży. Film mówiący o życiu film smutny i optymistyczny ale film prawdziwy i co chyba najważniejsze bez zadęcia. Cannes to tylko piękne schody piękne kadry i kino które chce być czymś więcej ale jest tylko czarno-biały belkotem tych którzy mają zbyt wiele.
