Hej
Jak zapewne zauważyliście mam pozytywne skrzywienie na punkcie seriali amerykańskich. Tak więc w tym tygodniu gdy zbliża się koniec niemal wszystkich moich ulubionych tasiemców (na ten sezon) jestem przygotowana na sporo mocnych wrażeń. Jestem już po finałowym odcinku piątej serii Housa, jednego z moich absolutnie ukochanych seriali. Niestety autorzy scenariusza najprawdopodobniej nie czytali ,, Misery” Kinga w której autor jasno i wyraźnie opisał co dzieje się z tymi autorami ( i scenarzystami) którzy oszukują swojego widza. Widz bowiem musi ufać scenarzyście- ufać że tamten nie tylko wiedział jak było ale wie co będzie dalej. Cóż jednak gdy scenarzysta nagle oświadcza – wcale nie wiem jak było i nie mam pojęcia co będzie dalej? Wtedy widz prezentuje dwie reakcje – pierwszą – absolutnie zaskoczenie i drugą nieco oddaloną w czasie – wściekłość. Z resztą zawsze wydawało mi się że historia w której coś trzeba odpowiedzieć jeszcze raz to przejaw kończącej się inwencji scenarzysty – taniego triku który chowa się w kieszeni kiedy kończą się już wszystkie sztuczki. Wiem że post ten brzmi dziwnie ale nie chcę zdradzać fabuły ostatniego odcinka 5 serii tym czytelnikom którzy a.) serialu nie oglądają b.) oglądają ale po bożemu czyli są w serii 4 lub c.) oglądają tak jak ja ale nie są na tyle szaleni by biec do domu by zobaczyć odcinek jak najwcześniej ( bez ściągania wszystko online). Nie mniej jednak gdyby mnie ktoś pytał to ja scenarzystę Housa chce powiesić. Zbieram zapisy
