Home świąteczneArystokraci w małych miasteczkach czyli filmów świątecznych część 1

Arystokraci w małych miasteczkach czyli filmów świątecznych część 1

autor Zwierz

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób wciąż wspominanie o świętach w listopadzie jest przestępstwem i naruszeniem czasu świątecznego, ale moi drodzy przede mną zadanie obejrzenia dziesiątek filmów świątecznych, co znaczy, że muszę zacząć wcześniej. Gdybym chciała się wyrobić ze wszystkim co proponuje świat świątecznych filmów musiałabym zacząć je oglądać w czerwcu. W każdym razie w tym roku zaczynam wcześniej i być może uda mi się zaproponować wam aż trzy wpisy w mojej niekończącej się serii „czy na pewno chcesz to oglądać w święta”

 

A Cinderella Christmas Ball (dostępny na Netflix)

 

Wszyscy ci, którzy oglądali „Świątecznego Księcia” wiedzą, że w czasie świąt Europa składa się plus minus z trzech lokalizacji, z których najważniejsze są małe europejskie monarchie, umiejscowione gdzieś koło Luksemburga czy Lichtenstein. Małe europejskie monarchie, które składają się plus minus z jednego zamku, jednej miejscowości, jednej tradycji świątecznej no i oczywiście z księcia. Choć akurat w tym filmie zadajemy sobie poważne pytanie, czy w Europie przystojni książęta się już skończyli, bo ten, którego mamy na ekranie nie powoduje szybszego bicia serca.

A jak nasza amerykańska bohaterka znajdzie się w ramionach pięknego księcia? Otóż po pierwsze – ruszy na poszukiwanie swojej przeszłości, która zaprowadzi ją do małego ksiąstewka, a potem już prosto – zaplącze się na jakąś lekcję baletu, okaże się, że jest miła i stąd już dwa uściski ręki i jest nauczycielką księcia. Księcia, który co prawda umie tańczyć, ale potrzebuje dodatkowych lekcji by pięknie zatańczył na balu, gdzie ogłosi, że zaręcza się z księżną z innego księstwa. Widzicie czasy idą do przodu a w mini monarchiach Europy wciąż panuje atmosfera jak na dworze Habsburgów.

 

Przyznam film ogląda się z pewnym napięciem, bo nie wiemy czy przypadkiem nasza bohaterka jednak nie jest z księciem spokrewniona, bo ostatecznie – jej matka coś tak niedaleko tych budynków królewskich się fotografowała a nasza bohaterka nie wie kto jest jej ojcem! (Dramatyczna muzyka w tle). Na całe szczęście okazuje się, że jednak dziewczę i książę na pewno spokrewnieni nie są więc ona może rzucić wszystkie swoje życiowe ambicje i plany i paść w jego ramiona.

 

Film uczy nas natomiast, że w niewielkich państewkach europejskich wszyscy mają ciekawe zwyczaje świąteczne, strażnicy są nieustępliwi a cały system adopcyjny działa beznadziejnie, chyba że przyjedzie amerykanka i zwróci na to uwagę.

Oczywiście zapewne zadajecie sobie pytania kluczowe:

 

Czy bohaterka ma czerwony płaszcz? MA ale MA też zielony co znaczy, że na kilkudniowy wyjazd zagraniczny bohaterka wzięła aż dwa płaszcze!

Czy bohaterowie poruszają się po niewielkim i uroczym przykrytym śniegiem miasteczku? Tak oczywiście, cały kraj to w sumie jedno niewielkie miasteczko plus zamek. Irracjonalnie duży zamek.

Czy w filmie są urocze lokalne tradycje? TAK, w tym przypadku jest to tańczenie w tym obwieszczanie zaręczyn w czasie tańca. Tradycja wydaje się co najmniej staromodna

 

Czy jest w tym filmie coś co wypala oczy? Tak sukienka bohaterki do tańca, która z nieznanych mi przyczyn jest niesamowicie brzydka.

Jakie wnioski płyną z filmu? Aby poprawić jakość usług publicznych w małych europejskich monarchach konieczna jest interwencja amerykańska.

Ile choinek na dziesięć? Tak ze cztery.

 

 

Renovation Romance (dostępny na Netflix ale nie wiem czy nie trzeba mieć ustawionego serwisu na język angielski, żeby się pokazało)

 

ŁO LUDZIE. Co to za film świąteczny. Jakie skandale! Otóż mamy parę prowadzącą uroczy program, który łączy treści o odnawianiu domów z treściami psychologicznymi o odnawianiu związku. Program wychodzi z założenia, że nie ma większego tekstu dla relacji niż remont, więc pracując nad nowym domem dobrze popracować nad nowym związkiem.

 

Nasi prowadzący dowiadują się, że mają przygotować specjalny świąteczny odcinek. Jadą na prowincję gdzie poznają parę. On chce odremontować chatę po swoim dziadku i mieszkać w środku niczego, ona chce sprzedać budynek i wrócić do dużego miasta. Już ma się zacząć program i wtedy… partner naszej prowadzącej nagle musi wyjechać do miasta. Z pola widzenia znika też dziewczyna właścicieli chatki, która nie ma ochoty spędzić tam więcej czasu. Wiecie co to oznacza? Że w naszym filmie świątecznym mamy budzący się romans między dwójką osób, z których każda jest w innym związku. Ściskajcie perły.

 

Oczywiście, to jest film świąteczny, więc do niczego nie dochodzi, poza długim spojrzeniami, wspólnymi remontami i jedzeniem świątecznych ciastek. Przy czym jak już dochodzimy do wspólnego celebrowania świątecznych tradycji to wiadomo, że jesteśmy na prostej drodze do głębokich uczuć. Trzeba przyznać, że film jest ryzykowny, bo nikt tu nie jest smutnym wdowcem! Nikt tu nie jest singielką! Ci ludzie mają jakichś partnerów!  Aż sprawdziłam kto takie bezeceństwa proponuje i okazało się, że to film kanadyjski co wszystko wyjaśnia. W Stanach ta dziewczyna co chce mieszać w mieście już dawno by nie żyła.

Czy bohaterka ma czerwony płaszcz?  Oczywiście! Ma też czerwoną sukienkę. Dzięki temu wiemy, że to kobieta poddająca się świątecznej rządzy.

Czy bohaterowie poruszają się po niewielkim i uroczym przykrytym śniegiem miasteczku? Z tego co rozumiemy cały konflikt polega na tym, że nasz bohater o niczym innym nie marzy tylko o mieszkaniu w małym miasteczku, w którym, jeśli się dobrze orientuje jest jeden budynek. No może dwa.

Czy w filmie są urocze lokalne tradycje?  Tak bohater przekonuje swoją nową dekoratorkę wnętrz by spróbowała jakiegoś urągającego wszelkim zasadom spożywczości ciastka, które jest ponoć pyszne. Sam jego opis sprawia, że człowiekowi zbiera się na lekkie mdłości.

 

Czy jest w tym filmie coś co wypala oczy? W jednej ze scen twórcy filmu bardzo chcieli pokazać choinkę, ale wyraźnie budżet się skończył i widzimy najbiedniejsze i najbardziej kuriozalne obdrapane drzewko.

Jakie wnioski płyną z filmu? Po pierwsze, że należy rozwiązywać konflikty w związkach poza programami telewizyjnymi, oraz wniosek najważniejszy – nigdy nie należy puszczać programów o związkach na żywo w godzinie największej oglądalności, bo można niemal wykoleić stację.

Ile choinek na dziesięć?  Całe sześć.

 

Weselnych świąt (Prime Video)

 

Nasza bohaterka obchodzi w święta trzydzieste urodziny. Chciałaby, żeby rodzina świętowała ten ważny moment jej życia, ale nikogo to nie obchodzi. Dlaczego? Bo w te święta ślub bierze jej brat. Jakby tego było mało, nie tylko wybrał świąteczną datę, ale jeszcze w tajemnicy przed swoją narzeczoną kupił jej dom rodzinny i tam chce zorganizować całą imprezę. Co oznacza, że przez kilka dni cała rodzina musi razem ukrywać przed narzeczoną, że remontują jej rodzinny dom by urządzić tam ślub.

 

Na całe szczęście w domu obok mieszka przystojny znajomy z dzieciństwa, który właśnie powrócił do niewielkiego miasteczka by sprzedać dom po swojej babci. Jako że zna naszą bohaterkę od dzieciństwa postanawia zorganizować jej kilka dni urodzinowych aktywności. Co prawda te urodzinowe aktywności są podejrzanie świąteczne ale przynajmniej ktoś zwraca na naszą bohaterkę uwagę.

 

Jaki jest problem? Otóż ten wspaniały mężczyzna, jest nauczycielem, który pracuje poza granicami kraju. Zaś nasza bohaterka ma w niewielkim miasteczku mały sklepik więc nie wyrwie się (mimo marzeń) do wielkiego świata. Jak więc pogodzić te dwa życiowe cele? Podpowiem wam – da się to zrobić, pod warunkiem, że odpowiednio dobrze zrobiliście pracę domową w szkole średniej. Więcej wam nie zdradzę, żeby budować świąteczne napięcie.

Czy bohaterka ma czerwony płaszcz? Nie! Nie ma też zielonego! Ma zwykłą kurtkę. Czarną. Ja naprawdę nie wiem co tu się odpierdala. Czy jeśli bohaterka nie ma czerwonego płaszcza to w ogóle możemy mówić jeszcze o filmie świątecznym?

Czy bohaterowie poruszają się po niewielkim i uroczym przykrytym śniegiem miasteczku?  Oczywiście, ale co ciekawe, choć miasteczko jest małe i urocze to jednak bohaterka wskazuje, że chciałaby z niego kiedyś wyjechać co jest przerażające, ktoś podważa wizję mieszkania całe życie w małym uroczym miasteczku.

Czy w filmie są urocze lokalne tradycje?  Oczywiście jest szkolna świąteczna impreza. Co prowadzi mnie do refleksji, że w ogóle mamy tu jeszcze jeden poruszający element, otóż nasza bohaterka przyjaźni się z bohaterkami, które są w związku i mają dziecko. Dwie kobiety! W świątecznym filmie! Takie woke bezeceństwa (pewnie dlatego nie ma czerwonego płaszcza)

 

Czy jest w tym filmie coś co wypala oczy? Nie za bardzo, choć jeśli przyjrzycie się jak leży śniegu to nie trudno dostrzec, że osadza się na zielonych krzewach i drzewach, i ogólnie jest bardzo zielono jak na zimę.

Jakie wnioski płyną z filmu?  Nie bierz ślubu z facetem, który niespodziewanie kupuje dom, to może jest urocze za pierwszym razem, ale potem jesteś dziesięć lat w małżeństwie i okazuje się, że facet wydał całą kasę z oszczędności na jacht i nawet cię nie poinformował.

Ile choinek na dziesięć? Porządne pięć.

 

 

Ciasteczkowa katastrofa (Prime Video)

 

Główna bohaterka dziedziczy fabrykę ciasteczek. Zamiast robić wszystko tak jak zawsze postanawia wprowadzić jakiekolwiek działania racjonalizatorskie, bo jednak firma musi się kręcić. Szybko spotyka się z oporem, bo całe miasteczko żyje z fabryki, plus nasza bohaterka robi rzeczy niespotykane np. serwuje wytrawne drinki na spotkaniach z zarządem czy odwołuje zapalanie świątecznych lampek.

 

Za jej straszliwe postepowanie spotyka ją kara. Ktoś kradnie recepturę ukochanych ciasteczek i okazuje się, że nigdzie jej nie ma – była tylko w gablotce i przepadła. Brak cudownej receptury na ciasteczka utrudnia funkcjonowanie fabryki i okolic. Na szczęście nasza bohaterka poszukując kogoś kto ową recepturę mógł ukraść trafia do niewielkiej piekarenki, gdzie pewien wdowiec, z pomocą swojej rezolutnej córeczki pieką ciastka. Oboje nie tylko angażują się w poszukiwanie osoby, która ukradła przepis, ale też sugerują, że mogą pomóc w odtworzeniu receptury.

 

Jaka jest puenta filmu nie będę wam mówić, ale chciałabym zaznaczyć, że to pierwszy tegoroczny film, w którym pojawia się rezolutne dziecko. To ważne, bo rezolutne dziecko – kiedyś filar każdej świątecznej produkcji, w ostatnich latach zaczyna być trochę passe, co nie ma sensu, bo ja nie ma rezolutnego dziecka to komu bohaterka ma pomóc w czasie świątecznego występu baletowego, udowadniając, że przeszła przemianę i już nie jest wredną babką z Nowego Jorku. Bez rezolutnego dziecka właściwie się nie da

 

Czy bohaterka ma czerwony płaszcz?  Nie, przez większość filmu bohaterka ma taki biało-kremowy płaszcz, co jasno dowodzi, że jest kobietą z wielkiego miasta, która nie ubiera się jak powinna. Pod sam koniec zamienia ów płaszcz na krótką (i zdecydowanie za lekką na zimę!) kurtkę, w takim brodowo- brązowym odcieniu. Moim zdaniem to symbol, że dojrzała do życia w małym miasteczku.

Czy bohaterowie poruszają się po niewielkim i uroczym przykrytym śniegiem miasteczku? Małe miasteczko, które jest światową stolicą ciasteczek składa się głównie z fabryki ciasteczek, sklepu z ciasteczkami i malowniczych okolic dookoła.

Czy w filmie są urocze lokalne tradycje? Są, zapalanie światełek i właśnie dlatego nasza bohaterka jest na cenzurowanym, przyjeżdża taka z dużego miasta i zupełnie tych tradycji nie rozumie i chce jakiegoś optymalizowania wydatków.

 

Czy jest w tym filmie coś co wypala oczy? Nic szczególnego choć powiem, że fakt iż na cmentarzu obok grobu babci, na stelażu stoi nie wieniec żałobny ale świąteczny uznaję za lekką przesadę jeśli chodzi o „udekoruj na święta”. Grób babci można zostawić.

Jakie wnioski płyną z filmu? Rób mnóstwo kopii przepisów na ciasteczka. A najlepiej – wylistuj dokładnie składniki w odpowiednich proporcjach na stronie korporacyjnej,

Ile choinek na dziesięć? Cztery z wahaniem.

 

Choinka po szkocku (na Prime Video)

 

Typowa rodzinna historia. Dorosłe rodzeństwo, które nie spędza ze sobą zbyt wiele czasu zostaje zaproszone przez swoją matkę na święta do Szkocji. Matka całe życie mówiła dzieciom, że wychowała się w szkockiej wiosce i chce by zobaczyły jej rodzinne strony. Dzieci przybywają na miejsce a wtedy matka informuje je, że lol to w sumie nie wychowała się w okolicy tylko jest lokalną księżną, zamek jest jej i ogólnie dzieciaki, nie chciałybyście może przejąć posiadłości wiejskiej w Szkocji.

Dzieciaki, mają pewne wątpliwości, zwłaszcza, że każde z nich ma pracę i życie w Stanach. Z drugiej strony niecodziennie matka oferuje ci pałac w Szkocji i tytuł szlachecki na dokładkę. Na przestrzeni kolejnych dni nasi bohaterowie poznają okolicę, zapoznają przystojnych szkotów i dowiadują się, że bez dobrego pana na włościach to ten szkocki pociąg nie jedzie, bo feudalizm najwyraźniej nadal trzyma się mocno w uroczych szkockich miasteczkach. No i jak nie przyjąć tytułu szlacheckiego, kiedy wszyscy tak ładnie proszą? NO JAK?

 

Dodatkowo nasza bohaterka zapoznaje przystojnego szkota, z którym chce wdać się w przelotny romans, ale skoro już ma odziedziczyć ten tytuł szlachecki, a facet zna się na zarządzaniu całą tą posiadłością to może będzie z tego coś więcej niż tylko krótkie szkockie wakacje.

 

Czy bohaterka ma czerwony płaszcz? Bohaterka ma czerwony płaszcz, zielony płaszcz, a nawet płaszcz w kratkę. Z tego co rozumiem przyjechała na krótki świąteczny wyjazd do Szkocji z co najmniej trzema płaszczami. Nic dziwnego, że nie zdziwił jej bardzo tytuł szlachecki.

Czy bohaterowie poruszają się po niewielkim i uroczym przykrytym śniegiem miasteczku?  Bohaterowie szybko orientują się, że miasteczko bez ich posiadłości ziemskiej właściwie nie istnieje. A jest małe urocze i szkockie (tu pochwała, bo rzeczywiście film kręcono w Szkocji i Irlandii)

Czy w filmie są urocze lokalne tradycje?  WSZYSTKIE SZKOCKIE TRADYCJE SĄ UROCZE

 

Czy jest w tym filmie coś co wypala oczy? Pod koniec bohaterka pojawia się w sukni, która ma nas przekonać, że jest ona bardzo szkocka, ale mam wrażenie, że po zobaczeniu kogoś w czymś tak koszmarnym zabrano by tytuł szlachecki.

Jakie wnioski płyną z filmu? Ogólnie jak mieszkasz w Stanach i dziedziczysz tytuł w Szkocji to po prostu przyjeżdżasz bierzesz tytuł i zamek, państwo się nie interesuje, to są prywatne sprawy, nie żeby jakieś obywatelstwa, prawa do wykonywania zawodu i inne papierzyska były potrzebne.

 

Ile choinek na dziesięć? Pięć w tym jedna za Szkocję.

 

 

Święta z Ex (Netflix)

 

Punkt wyjścia może wydać się ciekawy, małżeństwo dochodzi do wniosku, że nie są już razem szczęśliwi. Ona porzuciła dla niego marzenia o karierze architektki i przeniosła się do niewielkiej mieściny. On rzucił się w wir pracy i skazał ją właściwie na samodzielne wychowywanie dzieci. Teraz jednak młodzież podrosła, rozjechała się na studia, planuje poświęcić się pracy strażaka – no ogólnie jest już dorosła i oznacza to, że można się rozstać. Ale zanim wszyscy rozejdą się do własnego życia – czas zorganizować jeszcze jedne rodzinne święta.

 

I wszystko teoretycznie zapowiadałoby się dobrze, gdyby nie okazało się, że w czasie pomiędzy decyzją o rozstaniu a świętami były mąż znalazł sobie nową dziewczynę. Nie dość, że ładną i pełną sukcesów to jeszcze miłą. Nasza bohaterka boi się, że nowa dziewczyna wygra serca jej dzieci (kupując im nowe modne ubrania a nie ekologiczne ciuchy z lumpeksów) no i chyba trochę poczuła, że rozstanie z mężem było na wyrost. Na całe szczęście na jej horyzoncie pojawia się bardzo przystojny dużo młodszy mężczyzna, który jest nią zainteresowany. I tak czekają wszystkich święta w poszerzonym składzie.

 

Pozwolę sobie na dwie uwagi. Pierwsza, że to film tragicznie nie wykorzystujący swojej obsady (w głównej roli Alicja Silverstone) a po drugie – to był film po którego zakończeniu rzuciłam w telewizor kapciem (miękkim i  w sumie nie w telewizor tylko w ogólnym kierunku tegoż). Teraz będzie SPOILER. Otóż nikogo chyba nie dziwi, że po wszystkich trudnych przeprawach i przypadkach bohaterowie do siebie wracają. I co się dzieje dalej? Otóż nasza bohaterka, która pragnęła podróżować, zmieniać świat i pomagać innym dochodzi do wniosku, że przecież ważniejsze jest zostanie w małym miasteczku u boku swojego nowego/starego męża. Bo przecież to jest takie ważne. I wiecie szlag mnie trafił. Film dość fajnie prowadził nas do takiej zamiany ról.

Że po tym jak ona porzuciła swoje marzenia na rzecz jego ambicji teraz on porzuci swoją praktykę i pojedzie z nią do dużego miasta. Fajny happy end, a także pokazanie, że coś się w ich relacji naprawdę zmieniło. Tymczasem pierdolone małe miasteczka okazują się ważniejsze od marzeń i ambicji. Naszej bohaterce nie dano nawet szansy by spróbowała czegoś innego. Serio pod koniec filmu doszłam do wniosku, że życzyłabym bohaterce raczej by została z niezbyt rozgarniętym o dekadę młodszym facetem niż utknęła w takim życiu, do którego musi być przekonana. Serio, czasem lepiej obejrzeć film o świątecznej recepturze na ciasteczka. Mniej emocji.

 

Czy bohaterka ma czerwony płaszcz?  Nie. Ma zwykłą puchówkę. Jako doskonały przykład zmarnowanych życiowych ambicji

Czy bohaterowie poruszają się po niewielkim i uroczym przykrytym śniegiem miasteczku?  Bohaterka za wszelką cenę pragnie zwiać z tego miasteczka, ale przecież nie może bo nie wolno wyjeżdżać z miasteczek.

Czy w filmie są urocze lokalne tradycje?  Rodzina bohaterki ma sporo świątecznych tradycji. Jak dobrze rozumiem za wszystkie odpowiada bohaterka, bo jej mąż najwyraźniej jest zbyt ważny by mieć czas.

 

Czy jest w tym filmie coś co wypala oczy? Jest scena, w której nowy chłopak bohaterki zdejmuje z siebie niemal całe ubranie by pokazać muskulaturę i ugasić ogień. Próba przyciągnięcia mojej uwagi nieuzasadnioną męską muskulaturą uznaję za moment wypalenia oczu.

Jakie wnioski płyną z filmu? Wyjdźcie z małego miasteczka. Albo przynajmniej się rozwiedźcie.

 

Ile choinek na dziesięć? Jedna, smętna.

 

Tyle na dziś, ale oczywiście to nie koniec moich niesamowitych doświadczeń z filmami świątecznymi – będzie tego więcej. Jeśli szukacie polecajek z poprzednich lat to szukajcie w kategorii Święta – od paru lat recenzuje bardzo dużo tytułów więc znajdziecie pewnie teksty o filmach z poprzednich lat. Jednocześnie nie ważne, ile bym nie oglądała nigdy nie zobaczę wszystkiego. Dodaję też – bo nie wszyscy tak to czytają, że te wpisy dotyczą tylko typowo świątecznych produkcji spod znaku Hallmark i tym podobnych. Nie zaliczam do tej kategorii filmów, które nie są masowo produkowane, mają znaną obsadę czy łamią pewien schemat. To też filmy świąteczne, ale z innym DNA.

Powiązane wpisy