850
Zwierz przypomina sobie jak kiedyś oglądając komentarz do pewnego filmu słuchał aktora który sceny akcji komentował w sposób następujący ” W tym ujęciu jestem ja, w tym ujęciu jestem ja, w tym ujęciu jest kaskader, w tym ujęciu jestem ja,w tym ujęciu jest kaskader” – zwierz wysłuchiwał tej dość powiedzmy sobie szczerze monotonnej litanii z olbrzymim zaciekawieniem. Wynikało bowiem z niej, że w filmie akcji mniej więcej na równi powinno się obok siebie wymieniać aktora i kaskadera zastępującego go w trudnych scenach. Bo i ich obecność na ekranie rozkłada się po równo. Co więcej wielu widzów było by zaskoczonych jak często kaskader zastępuje aktora nawet w teoretycznie zupełnie nie groźnych scenach ( o ubezpieczeniowych powodach takiego postępowania nieco dalej we wpisie). Występy kaskaderskie mimo, że w dużym stopniu anonimowe ( konia z rzędem temu kto potrafi wymieniać nazwiska kaskaderów z równą łatwością co nazwiska aktorów) stają się dziś dla filmu zjawiskiem zarówno kluczowym jak i problematycznym.
Wydaje się że te nowe wymagania względem gwiazd wynikają z coraz większej znajomości kuchni filmowej. Póki nie uświadomiono nam jak symuluje się efekt jazdy na koniu aktora który konno jeździć nie potrafi, jak dzięki montażowi przekonuje się nas że ktoś kto nie potrafi grać na fortepianie jest wirtuozem gdy w końcu dzięki dość dokładnym reportażom o robieniu filmu poznaliśmy w pełni rolę kaskadera ( nawet w scenach pozornie nie groźnych) pojawił się w nas bunt. Bunt dziwny bo wymuszający na czymś całkowicie zmyślonym by było jak najbardziej realne.
Skok z trzeciego piętra do szklanki wody czyli dwa słowa o kaskaderach
autor Zwierz
napisane przez Zwierz
