Hej
Wiem że miałam nie pisać więcej o serialach ale wczoraj zaczęłam się zastanawiać. W ostatnim tygodniu widziałam kilka finałowych odcinków serii moich ulubionych programów. W jednym facetowi który zawsze jest sam udaje się znaleźć kogoś na kim mu zależy tylko po to by dowiedzieć się że była to halucynacja jego chorego umysłu, w drugim kobieta która ma problem z nawiązywaniem więzi uświadamia sobie że kocha swojego współpracownika niestety zanim mu to wyzna on straci pamięć, w trzecim grupa ludzi która nareszcie zdaje się znaleźć cel w życiu musi stanąć oko w oko z śmiercią – jedną spodziewaną drugą idiotycznie przypadkową. Widzicie – żadnych nawet pozornie dobrych zakończeń.
To zmusiło mnie do myślenia. Widzicie wychodzę z założenia że świat nie jest miłym miejscem. Wiele się tu nie udaje, większość marzeń nigdy się nie spełni a my sami nigdy nie dorównamy oczekiwaniom jakie stawiają nam inni i jakie stawiamy sami sobie. Oczywiście na co dzień egzystujemy dość sprawnie ale większość z nas raczej nie liczy na happy end tylko raczej na to by koniec nie był zbyt smutny. Między innymi dlatego zwracamy się ku serialom filmom i sławom. Tam szukamy świata który ma cel, dobre zakończenia i możliwości. Zwracamy się tam szukając tego czego w życiu nie ma zbyt wiele – nadziei że może być inaczej. Czy więc wszystko powinno się dobrze kończyć? Czy śliczny happy end to łatwiejsze wyjście z sytuacji?
Być może tak. Być może same dobre zakończenia zniszczyły by sztukę. W końcu wszyscy wiemy że bardziej wstrząsa nam cierpienie niż szczęście. Co nie zmienia faktu że w świecie w którym ja dyktowałabym zakończenia wszystko kończyło by się dobrze. I nie wstydzę się tego bo choć jestem przez to gorszym widzem to lepszym człowiekiem. Przynajmniej mam nadzieję
