Hej
gdy dziś skacząc z radości wyznałam znajomym studentom że wybieram się do kina na film który czekałam od miesięcy Wolverin: Orgins spojrzeli na mnie niechętnie. Cóż szanująca studentka się do takich rzeczy nie przyznaje. Ja jednak nie należę do tych którzy mówią to co należy. Ale do rzeczy. Film świetny bo zrobiony z myślą o fanach komiksu – to wielki ukłon w ich stronę. Nikt tu nikomu nie stara się opowiedzieć wszystkiego od początku do końca i po raz kolejny wykładać tej samej prawdy o bohaterze. To raczej film dla tych którzy są ciekawi tego czego o Wolverinie jeszcze nie wiedzą albo co wiedzą ale chcieli by zobaczyć. Efekty specjalne w tym filmie rzucją na kolana ale nie są stosowanie w nadmiarze podobnie jak swietny humor – jest w tym filmie kilka scen które sprawiają że sala wybucha śmiechem. Udało się też na cale szczęście zachować niejednoznaczność postaci – Wolverin nie jest caly dobry i prawy zaś Victor Creed nie jest skończonym draniem. No i na koniec. To film zaskakująco smutny jak na opowieści do których przyzwyczaja nas kino rozrywkowe. na końcu bohater zostaje z niczym. I choć jako fanka komiksu wiedziałam że tak będzie to jednak brak happy endu jak zwykle mnie zdziwil
