Na Brodę Merlina! czyli strumień świadomości o Transformersach 5

27/06/2017

Zbyt luźne wodze, czyli kilka refleksji o Free Rein (okiem koniarza)

27/06/2017

Mrok, ciemność, brak nadziei czyli miesiąc do ślubu

27/06/2017

Do ślubu zostało już nieco mniej niż miesiąc. Zwierz dawno nie pisał wam jak idą przygotowania a ponieważ przygotowania do ślubów zwykle opisywane są jako cudowny czas załatwiania najpiękniejszego dnia w życiu, zwierz pomyślał, że przedstawi wam kolejny odcinek pod tytułem „Jak urządzać ślub kiedy państw o młodzi są nieogarami z budżetem na suchą bułkę”.

Zacznijmy od tego,że parę tygodni temu byliśmy blisko odwołania całej imprezy. To znaczy ja byłam blisko, bo Narzeczony mierzył buty. Musicie zdać sobie sprawę, że Zwierz ma do butów podejście niespotykanie kobiece a może nawet ekonomiczne raczej, to znaczy uważa, że buty mają wymiennie dwie cechy – są albo tanie, albo wygodne albo eleganckie. A ponieważ akurat na buty drogie nie było nas stać, Narzeczony przymierzał buty tanie i eleganckie. No i się zaczęło. Okazało się, że od czasów Kopciuszka nie było istoty o bardziej wymagającym podbiciu i delikatnych paluszkach. Koło czwartej czy piątej pary butów Zwierz poważnie rozważał porzucenie całego tego pomysłu i po prostu porzucenie Narzeczonego tam gdzie siedzi otoczonego lewymi butami z niezadowoloną miną cierpiącego jelonka. Ostatecznie powstrzymała zwierza myśl, że jednak ma już załatwioną opłatę skarbową i suknię więc może jeszcze wytrzyma pięć minut.

 

A właśnie – Zwierz wiedział, że dostanie sukienki ślubnej jest trudne, ale dlaczego nikt mu nie powiedział, że jest zdecydowanie łatwiejsze niż dostanie sukienki na poślubną imprezę (nie mylić z weselem którego się nie planuje). Dlaczego zwierz w swoim zaślepieniu był przekonany, że po prostu wejdzie do sklepu i kupi ładną sukienkę. Chyba coś mu się na łeb rzuciło. Nie ma ładnych sukienek. Są albo a.) rzeczy niepokojąco przypominające firanki b.) sukienki w których głowa Zwierza potrafi utknąć w jakimś dziwnym miejscu z którego nie widać światła i zwierz się trochę zląkł że już zawsze będzie ciemność c.) sukienek pięknych i nawet pasujących pod warunkiem że zwierz a.) urośnie pięć centymetrów b.) zrobi coś z biustem. Ostatecznie zwierz zakupił sukienkę, którą trzeba oddać do poprawek krawieckich co oznacza, że ślub zaznaczy pierwszą wizytę zwierza w poprawkach krawieckich. Pewnie dostanie sukienkę w innym kolorze i trzy razy dłuższą.

 

Zaproszenia są takie ładne że zamiast je wysłać to się zachwycaliśmy (autorstwa Maja Lulek)

 

W sumie to i tak rozmawiacie z człowiekiem, który spojrzał śmierci w oczy i nie dlatego, że razem z Narzeczonym zapadliśmy po kolei na jakąś zarazę która sprawiała, że pół mieszkania brało sterydy (choć nie pracowaliśmy nad rzeźbą – nad masą pracujemy zawsze). Otóż dwa dni temu Zwierz dostał mail, że w ogóle miejsce na imprezę po ślubną musi zostać odwołane. Jest taki rodzaj zawału który teoretycznie może nie jest zdiagnozowany ale odbiera nam jakiś tydzień życia. Zwierz stracił ten tydzień czytając maila o odwołanym miejscu. Nie odzyskał go kiedy przeczytał następnego, w którym proszono by go zignorować bo zaszła drobna pomyłka. Chodziło o inne miejsce. Wygląda na to, że impreza jednak będzie. A zwierz będzie żył odrobinkę krócej. W każdym razie widział ciemność i strach i poczucie beznadziei. Co prawda tylko przez kilka minut ale zawsze.

 

A właśnie kiedy ten nieszczęsny mail przyszedł zwierz pomyślał – o mój Boże a myśmy wysłali już zaproszenia. Tylko z tymi zaproszeniami wcale nie jest tak prosto. Bo historia jest taka, że najpierw przez tydzień był triumf – bo mieliśmy projekt zaproszeń, potem było długie wybieranie drukarni, potem drukarnia wydrukowała a potem…. potem zaproszenia trafiły do pudła gdzie leżały tak długo aż w końcu wszyscy krewni i znajomi zwierza zaczęli się delikatnie dopytywać czy on ma zamiar kiedykolwiek te zaproszenia wysłać. Tymczasem zwierz mieszkający dosłownie dwa kroki od poczty nie mógł się bardzo długo zdobyć na heroiczny wysiłek przejścia tych paru kroków na pocztę. Ostatecznie ma wrażenie, że goście będą najpóźniej zaproszonymi na imprezę gośćmi w historii nowoczesnych zaślubin (tu uwaga że zwierz jako dziecko nowej epoki wcześniej zaprosił wszystkich przez Internet).

 

Wianek za to zwierz już ma i nawet na nim nie usiadł (tu z kolei plotła mama Reinnahery).

 

Oczywiście idąc tropem każdego organizatora dużych imprez mniej więcej tydzień temu Zwierz doszedł do wniosku, że na pewno zapomniał o jakichś dokumentach i przesłał spanikowanego maila Narzeczonemu który uspokoił go, że te dokumenty o których myśli składa się przy wyznaczaniu daty ślubu i jeśli byśmy ich nie złożyli to całe planowanie byłoby bardzo na wyrost. Co nie zmienia faktu, że ilekroć zwierz widzi jakąś zakładkę w necie typu „dokumenty potrzebne do ślubu” to spogląda na nią z mieszaniną zainteresowania i przerażenia bo kto wie, może się okaże że trzeba mieć jeszcze jakiś świstek typu. potwierdzenie o niekaralności, albo drzewo genealogiczne prowadzące aż do Karola Wielkiego. Może już się zorientowaliście ale zwierz nienawidzi papierków, dokumentów i rzeczy urzędowych.

 

Ostatnio okazało się też, że ludzie mają jakieś pytania odnośnie imprezy. Na niektóre łatwo odpowiedzieć (np. czy będzie muzyka) ale niektóre prowadzą do kolejnych napadów dzikiej paniki np. czy będzie tort. Bo Zwierz jako istota mało tortowa zupełnie zapomniał, że instytucja tortur w ogóle istnieje. I nie ma pojęcia czy chce tort a jeśli chce to właściwie czy on ma być ślubny czy może raczej w kształcie Batmana. A poza tym ile tego tortu i czy przypadkiem nie będzie tak że dzień po ślubie zamiast cieszyć się właśnie nowym stanem cywilnym Zwierz będzie żarł cztery kilogramy tortur którego nikt nie tknął. Co więcej problem nadal pozostał nie rozwiązany, więc tu jesteśmy jak w Thrillerze. Napięcie rośnie a rozwiązania nie widać. (EDIT: Wiem że w akapicie jest literówka roku – już nie musicie zwierzowi podpowiadać – zostawia dla potomnych)

 

Tortu nie ma ale są ciacha (te przygotowane przez Polish and Cookies).

Zwierz co pewien czas wpada w panikę, biega w kółko po mieszkaniu albo siada w kąciku i zaczyna się zastanawiać dlaczego wszystko musi tyle kosztować i jak powiedzieć pani w kwiaciarni że chciałoby się taki mały ładny bukiecik do noszenia w ręku ale nie absolutnie nie ślubny bo wszystko ślubne kosztuje trzy razy więcej. Zwierz już to obczaił. W każdym razie z nieznanych zwierzowi przyczyn jego koncepcja imprezy absolutnie bezstresowej i prawie nie kosztowej robi się powoli najbardziej stresującym wydarzeniem w życiu, choć wynika to być może z faktu, że zwierz jest przeokropnie leniwy. Co do kosztów to na razie są one zdecydowanie niższe niż wszystko co zwierzowi zapowiadano ale jak już ustaliliśmy skoro zwierz potrafi zapomnieć o takim drobiazgu jak tort to kto wie, może coś tam jeszcze się kryje co w prostym umyśle zwierza jeszcze nie zakwitło a pozbawi go ostatniej złotówki. W każdym razie idzie dobrze, zostało kilka tygodni.

 

Tylko zupełnie Zwierz nie rozumie dlaczego Narzeczony wziął się za wyrabianie paszportu i zupełnie poważnie zapowiedział że wyjeżdża do Kanady.

 

Ps: Do czekających na tekst o Doktorze. Będzie ale zwierz miał ostatnio mało czasu żeby się zebrać i przemyśleć co dokładnie myśli o ostatnich odcinkach.

 

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Instytucja tortur <3 Powodzenia za miesiąc :)

  • Agnieszka

    Tort torturą? Najsłodsza literówka ever. Życzę wszystkiego dobrego podczas ślubu i oczywiście długo, długo po nim :)

  • „Instytucja tortur” literówką roku <3
    PS. Trzymam kciuki za bezpieczne i bezstresowe dotarcie do Dnia Ślubu!

  • Dorota Prószyńska

    Przygotowania do ślubu jako cudowny czas. Ha, ha, ha.
    Ten, kto tak stwierdził, chyba brał ostre dragi przed swoim ślubem (albo w ogóle nie zajmował się organizacją niczego poza sukienką i jakimiś pierdółkami).
    Akurat zaklepywanie daty w urzędzie i wszelaką papierkologię wspominam bardzo dobrze (zwłaszcza telefon do USC w Nowym Dworze Mazowieckim, gdzie przyszłam na świat. Pani urzędniczka była przecudowna i miała olbrzymie poczucie humoru). Cała reszta? Pomińmy fakt, jaka to była impreza – pojęcia nie miałam, że aż tyle rzeczy trzeba ustalić, zrobić, zamówić, OPŁACIĆ, zapamiętać…
    Ale sam ślub był dla mnie bardzo fajnym i budującym wydarzeniem. To był najlepszy kwadrans mojego życia.
    Czego i Tobie życzę :)

  • Powiem Ci tak. Nie ograniczaliśmy się z budżetem, a i tak to był drugi najgorszy okres w moim życiu.

  • Paulina

    „… np. czy będzie tort. Bo Zwierz jako istota mało tortowa zupełnie zapomniał, że instytucja tortur w ogóle istnieje.” skoro Zwierz dwa razy nawiązując do tortu użył słowa tortur to coś musi być na rzeczy ;) Zwierzu, wszystko na pewno będzie super! Powodzenia!

  • Małgorzata Stadnik

    IDENTYCZNE doświadczenia z narzeczonym i butami. I spodniami. Rada jest jedna: puścić samopas, ewentualnie w ramach kontroli kazać przed podejsciem do kasy wysłać zdjęcie wyboru.

  • Instytucja tortur zrobiła mi dzień, a miałam zły. Dziękuję więc bardzo!
    Może dzięki temu powstrzymam się przed pochłonięciem jakiejś czekoladowej tortury w celu poprawy humoru.

  • olaosa

    ja życiowo doradzę obczajenie na youtube ceremonii ślubu w USC (zrozumiałam z kontekstu, że to ślub cywilny), bo osobiście zorientowałam się tydzień przed ślubem, że w sumie nie bardzo kojarzę ile to trwa, co się robi, w jakiej kolejności i tak dalej (dotychczas bywałam wyłącznie na ślubach kościelnych). Z rzeczy, które zaniedbałam to: kwiaty (odmówiłam zapłaty 150 zł za wiązankę trzech kwiatów na krzyż, a takie ceny mi proponowano. ostatecznie kwiaty załatwiła świadkowa dzień przed ślubem) oraz muzyka podczas ceremonii (frajersko zgodziliśmy się na usłużną propozycję lokalnego pana w USC, aby „za symboliczną opłatą puścić podkładzik muzyczny”, który ostatecznie niepokojąco przypominał marsz pogrzebowy). Ostatecznie najważniejsze to mieć: dowód osobisty (ważny!), świadków z dowodami osobistymi (ważnymi!), narzeczonego i obrączki – bez tego ani rusz :) powodzenia!

    • Spriggana

      Znajomym w Warszawie przygrywał pan na pile. Ale to było ładnych kilka lat temu… :-)

    • elestirne

      U mnie w USC pan przegrywał na keyboardzie „czekasz na te jedna chwile”… a byłoby calkiem urokliwie, usc jest u nas na Zamku, zima, śnieg, choinka… :D

      • PoProstu

        Jeśli to ten Zamek to niestety własnie się trochę urwało. Stropik, temu zamkowi.

        • Patrycja Śliwerska

          To na Ursynowie :) nam też grał – w październiku bedzie 5 lat (temu). To chyba nie dawno? Ale Pan od piły był jednoczesnie fotografem – człowiek renesansu

  • asloska

    Przypomniały mi się tortury tortem w Tytusie, Romku i A’Tomku :D

    • Afrykander

      O tym samym pomyślałam!

  • Jo

    To wszystko ściema i brak organizacji. Sukienkę można tanio uszyć, albo kupić w sieciówce. Ślub wcale nie wymaga wiele pracy, tylko rozplanowania w czasie no i budżetu. Bez budżetu trudno cokowliek w życiu zrobić. Bardzo współczuję :( ja zarabiałam przez 4 miesiące z Holandii w fabryce ciasteczek, żeby wszystko było fajnie. Opłaciło się. Lekko nie było, ale za to nie musiałam na nic potem narzekać. Chcieć to móc.

    • No właśnie, nie rozumiem, czemu Zwierz nie pojechał na cztery miesiące do fabryki ciastek w Holandii, żeby mieć ślub!

    • Właśnie Zwierzu. I firmę załóż. Ogarnij się w ogóle, ko-bie-to!

      • PoProstu

        Hm, to dlatego tyle marudzenia na fb o wpłaty Patronite? W sumie taniej niż zakładać firmę.

  • spirit

    do Urzędu: sukienka/garnitur, buty, kwiaty, obrączki, dowód osobisty i odrobinę cierpliwości :) sam akt trwa góra kwadrans, ale czasami trzeba się naczekać na spóźnionych gości/świadków, albo na poprzednie zaślubiny, które jeszcze się nie skończyły, bo robią to tam hurtowo :)

    co do innych rzeczy – wystrój sali i dj jak sądzę odpadają, menu zapewne już wybrane, sprawa tortu załatwiona (one way or another). warto ustalić tylko, czy życzenia od gości będą jeszcze w USC, czy przed obiadem :) transport i noclegi jak mniemam też odpadają… pozostaje tylko zastanowić się, czy gościom nie podziękować za udział – jakaś drobna słodycz, czy coś oryginalnego z dedykacją :) a potem to już tylko żyli długo i szczęśliwie… w Kanadzie :)

  • Asia

    Wszystko będzie dobrze, Zwierzu ! :)
    PS. I ja oddaję głos na literówkę roku – „Instytucja tortur” jest the best ! :)

    • Spriggana
      • Izabela Pandora Próchniak

        Jeżeli kiedyś zrobię imprezę z okazji powiedzmy dziesięciolecia ślubu, to tort będzie wyglądał w najlepszym razie jak ten ze zdjęcia XD. #jestplan

      • Barneyek

        Czy to jakaś odmiana żelaznej (no, może bardziej kremowej) dziewicy? :D

      • i_am_keyser_soze

        Nie sądzę by mu to pomogło. W każdym razie w mojej obecności to by go nie uratowało.

  • Wiedzma Jesienna

    „Zwierz będzie żarł cztery kilogramy tortur” malzenstwo takie ciezkie :D. Wszystkiego najlepszego i zycze wybornej zabawy w dniu slubu i imprezie okolo poslubnej :)

  • Peter Wimsey

    Instytucja tortu(r) jest OK, ludzie zeźrą i wszystko będzie dobrze :) ale bez tortu(r) też będzie, więc trzymam kciuki i powodzenia :) ja byłam generalnie wyluzowana, ale jak przychodziło mi do głowy sie stresować, to zaglądałam w wielkie wątasy o takich wyczynowych przygotowaniach do ślubów i oddychałam z ulgą, ilu rzeczy w ogóle nie muszę robić ;)

  • Właśnie słyszałam gdzieś kiedyś, że jak się powie, że przyszło się po „ślubne”, to od razu jest trzy razy drożej. obojętnie, czy ciastka, sukienkę, kwiatki, czy jakieś inne pierdółki. Czyli mówisz, że to się sprawdza? Szkoda, że wszyscy tak chcą dorobić na tych imprezach ślubno-weselnych. :/ To i tak dużo kosztuje.

    Trzymam kciuki, żeby wszystko było dobrze!

    • Anna Lewandowska

      Niekoniecznie i nie wszystko jest drożej. Suknia np z automatu jest droższa głównie dlatego, że nazywa się ślubna, ale jeśli chodzi o bukiet, czy salę, to zależy, co zamawiasz – oczywiście menu weselne z przystawkami, słodyczami, dwoma daniami, deserem i nieograniczonym alkoholem dla gości na głośną imprezę do 4 w nocy będzie kosztować więcej niż, powiedzmy, obiad do 19 czy 21. Hotele mają też dużo dodatkowych opłat (oświetlenie, winietki, dopłata za głośną imprezę, dekoracja sali, dopłaty za każdą rozpoczętą godzinę, ewentualne korkowe, czasem nawet wynajęcie sali), ale generalnie da się na upartego zorganizować obiad weselny w hotelu za cenę podobną do, powiedzmy, kolacji dla porównywalnej liczby osób. Bukiet da się kupić w normalnej cenie, ale już np wynajęcie auta to jakiś absurd – jak sprawdzałam w zeszłym roku, to ceny były w granicach 700 zł za parę godzin w niewielkim mieście, i to minimum. Tort też kosztował raczej standardowo.

      • Ten samochód za siedem stów to jakiś absurd. o_O

        • Anna Lewandowska

          A to i tak była ta niższa cena. Teraz z czystej ciekawości sprawdziłam na olx, i min 500 zł, co dalej jest niedorzeczną kwotą, plus olx jest jednak dość ryzykowne. My dlatego poprosiliśmy kogoś z rodziny o szoferowanie.

  • Barneyek

    Ujęła mnie wizja Zwierza pożerającego cztery kilogramy tortur <3
    A poza tym będzie dobrze, trzymam kciuki!

  • Karol Skolmowski

    Tortury tortu <3

  • lena

    nie powiem żebym szalenie dobrze wspominała organizację własnego ślubu, ale pamiętam (a pamięć może nie wybitna, ale ślub był bardzo niedawno), że te 2-3 tygodnie przed to był ten najgorszy moment. Wcześniej jako osoba niespecjalnie lubująca się w organizacji imprez, machałam na wszystko ręką, a potem zaczęły się telefony od osób wynajmujących salę, grających, co oni mają właściwie robić. Dokładając przyszłego męża, który nawet na kupno garnituru miał czas na ostatnią chwilę, było stresująco. Na pocieszenie Zwierzu, to był najkoszmarniejszy czas, a w dniu ślubu wszystko magicznie, samo się poskładało. Wszyscy przyjechali tam gdzie mieli przyjechać, nikt niczego nie zapomniał (nawet moja świadkowa, której do ostatniego momentu przypominałam kiedy ów ślub się odbywa) i impreza była super. Tak więc życzę Wam, żebyście nawet i w nie do końca dopasowanych butach bawili się najlepiej na świecie ( o to już w ogóle powinien być materiał na oddzielny wpis: co ludzie ci mówią przed weselem. Mi np. wszyscy uparcie wmawiali, że na własnym weselu nie mam szans ani się dobrze bawić, ani jeść, ani nic. Na szczęście jestem przekorna, więc nie posłuchałam).

  • wazon

    Na litość Boską, zwierzu, po co te wszystkie stresy ??? Taka sukienka, czy siaka, ty i tak jesteś piękna. No, powiedzmy, bardzo ładna. Poza tym bez tortu też ślub będzie ważny, a zaświadczenie o skończeniu np kursu gotowania na gazie ( naprawdę ongiś był taki) nie jest konieczne. Jeśli narzeczony jest taki nogowrażliwy, poradź mu, aby do ślubu poszedł boso. Nie zmarznie w lipcu, a będzie super oryginalny.
    A zaproszenie- wystrzałowe.

  • Kayleigh90

    Instytucja Tortur to brzmi jak moje lokalne muzeum (wina i) tortur ;)

    A co do całości, to cóż, jeśli robisz tylko grilla dla znajomych, to moim zdaniem nie ma się co spinać. Gorzej, jak urządzasz coś większego. Choć u mnie też zostało niecałe 10 miesięcy do ślubu, a nawet u księdza nie byliśmy. Skoro na wiosce jest jeden ślub na rok, to po co…?

  • Julia

    Jeszcze nigdy sie tak nie usmialam czytajac o mroku, ciemnosci i braku nadziei :)

  • Łukasz Wasilewski

    Kumpel wysłał mi (uwaga) zdjęcie zaproszenia mailem, bo jakoś nie miał czasu ich wszystkich rozdać, a ja przecież wiedziałem o ślubie. No wiedziałem, bo miałem być na nim świadkiem:P

    A na własnym ślubie ksiądz powitał nas słowami, że wita wszystkich na tej uroczystości pogrzebowej;) I po stresie:)

  • Marta

    Ja tylko się jednym w tym tekście zbulwersowałam i zamierzam to oznajmić! Nie ma, że tort ślubny ALBO z Batmanem! W sensie, że skoro chcecie, żeby ten Wasz hipotetyczny tort ślubny był taki, to taki ma być! Bo po prostu zwierz nie może mieć „klasycznego”. Zwierzu, nie daj się, to WASZ ślub, ma być jak WY chcecie! W sensie, że nie dajcie się tam jakimś ludziom, którzy mówią, że coś nie może być. Bo może (o ile na to jest kasa rzecz jasna).
    Nie dość, że ostatnio byłam na tym samym wydarzeniu co zwierz, to jeszcze biorę ślub w tym samym roku ;3 Tylko my 01.09. I na szyi będę miała logo Imperium. A w obrączkach mamy cytat książkowy jako grawer. A tort będzie płaski. I nie będzie welonu. Za to będzie tak, jak chcemy <3

  • Milennn

    Tort jako tortury <3

    A tak serio, wszystko się uda! Nawet jak nie będzie tak, jak będzie zaplanowane ;)

  • Trochę jakbym czytała o swoich przeżyciach… Wychodzę za mąż pod koniec sierpnia ;) Sukienki jeszcze nie ma, bo mi szyjąca znajoma powiedziała, że zaczniemy za dwa tygodnie, żebym jej ze stresu w międzyczasie nie schudła albo nie przytyła – ale buty już mam ;), tort jakiś będzie, ale jeszcze nie wiem jaki, papierki w urzędzie (chyba…) wszystkie załatwione, wesela też nie będzie, ale będzie impreza dla znajomych – i na chwilę obecną wiem tylko, że raczej w ogrodzie, z domowej roboty jedzeniem, muzyką i alkoholem ;) Trzeba jeszcze tylko uprzedzić sąsiadów… Najchętniej to bym ogólnie poszła tylko do tego urzędu, podpisała papiery i gdzieś uciekła :P Bo jest tyle „powinniście”, „a dlaczego to jest tak a nie tak?”, „a może jednak zaproście tych jeszcze”, a najbliższa rodzina może być zaskoczona kameralnym obiadem z niestandardowym (czyt. bez schabowego i ziemniaków) menu. Byle dożyć do końca sierpnia i w końcu wyjechać do Edynburga na tydzień ;]
    Będzie dobrze!

  • Sesese

    Tortowe tortury- cudo!
    Zwierzu drogi, idziesz do kwiaciarni i mówisz, że potrzebujesz bukieciku w danym kształcie/style (bo musisz taki dokładnie dopasować do kształtu wazonu- proszę nie traktować tego jako wycieczkę osobistą w kierunku Wazona) jako ozdobę na stół, wybierz kwiaty, kolorystykę i zaznacz, żeby były trwałe i tyle:-) możesz kupić także jakiś pojedynczy egzemplarz, który będzie pasował. Kanada to może ma być taka wasza podróż niespodzianka;-)? Nie denerwuj się, pamiętaj, że w tym dniu najbardziej się liczy Wasze uczucie i już. My np.na ślubie cywilnym nie mieliśmy obrączek bo nie zdążyły dotrzeć i nikt nie zauważył na uroczystości tego braku.

  • Zawsze przerażała mnie w organizacji ślubów (i wesel) ilość pieniędzy, jaka na nie zostaje wydana, a moja koleżanka, już po ślubie, podsumowała mnie, że pieniądze to się w tym wieku to odkłada na wesele, a nie na głupoty, na przykład wycieczki.

  • Subintabula

    Zwierzu, przytulam bardzo!
    Ja też miałam stresów mnóstwo i głównie wszystko było na mojej głowie, ale mocno się konsultowałam z wtedy-jeszcze-nie-mężem. Dzień przed ślubem, jak wtedy-jeszcze-nie-teściowa chciała coś zmieniać, to wpadłam w histerię i chciałam wszystko odwołać.
    Ale sam ślub – super. Weszłam do kościoła bez kwiatków i brat mi dopiero doniósł przed ołtarz, więc wpadki się różne zdarzają, ale wszystko było fajnie.
    To tylko jeszcze miesiąc i będzie z głowy!
    A tak jeszcze na marginesie – modne jest zamiast tortur serwować babeczki czy inne cuda. Więc uszy do góry!

  • bbika

    Cóż, a jeśli mój Narzeczony kupując buty zachowuje się jak Zwierzowy, a nie są to w żaden sposób buty związane ze ślubem, ot zwykłe codzienne? Zostawić go w sklepie, czy poczekać i jednak zabrać z powrotem do domu?

    Zwierzu, może się póki co nie wydaje, ALE na pewno będzie wszystko dobrze, nie przejmuj się. Może skoro tort jest torturą to inne ciasto? :) Prawdopodobnie kiedyś będziesz się z tego śmiała, ale na razie się nie przejmuj. Jak się okaże, że czegoś nie ma, bo o tym nie pomyślałaś nawet, to znaczy, że być nie miało i po sprawie :) I nie daj sobie wmówić, że ślub+impreza bez rzeczy X lub Y to nie jest ani ślub, ani impreza i nic z tego nie wyniknie. Będzie zwierzowe i unikalne!

  • „Cudowny czas załatwiania najpiękniejszego dnia w życiu”? U mnie co prawda poszło względnie bezproblemowo (poza jedną sukienką sprzątniętą żonie sprzed nosa), ale nie znam chyba nikogo, kto by to tak określał. Zawsze gdzieś w tle jest kasa, stres i inne podobne. Nie licząc tego, że od 9 lat nie przeszło mnie zdziwienie, jaki to wielki biznes i jak szybko za wszystko trzeba się zabierać.

  • O mamusiu… Jakie „dokumenty potrzebne do ślubu”??? Muszę zacząć googlować!

  • Gabrysia Panika

    Tortury koniecznie muszą się znaleźć w dorocznym zestawieniu najlepszych literówek Zwierza :D
    A propos zaproszeń. Moja koleżanka niegdyś pracowicie wypisała zaproszenia dla wszystkich krewnych i znajomych, po czym wsadziła je gdzieś w kąt i znalazła na bodaj dwa tygodnie przed ślubem. Oczywiście przez cały ten czas była przekonana, że wszystko jest w porządku i wysłała :)
    Trzymam mocno kciuki aby wszystko się udało, a ślub był piękny, niezapomniany i w ogóle! :)